INTERNET, NOWE TECHNOLOGIE, WEBDEVELOPMENT, BADANIE INTERNETU

4 STYCZNIA 2010  /  PRAWO  /  20 KOMENTARZY

AUTHALIA - NOWA ORGANIZACJA CHRONIĄCA INTERESY TWÓRCÓW - LEDWO WYSTARTOWAŁA, A JUŻ STRASZY SĄDEM

Authalia to kolejny twór mający wspierać interesy twórców. Coś jak ZAIKS, STOART czy ZPAV, ale trochę od innej strony, bo jest to "Globalne Biuro Rejestracji utworów i praw autorskich". W skrócie: Authalia ma odpłatnie (po 5 zł) wystawiać Certyfikaty Autorstwa dla twórców. Sprawie przyjrzał się Olgierd Rudak, który w serii tekstów na swoim blogu "Lege Artis" (czytaj: tu, tu, tu, tu i tu ) skrytykował ideę funkcjonowania Authalii, znajdując w niej kilka prawnych nieścisłości. Na krytykę zareagował prezes Authalii, wysyłając blogerowi oficjalne sprostowanie (link) i strasząc go przy okazji sądem. Sprostowanie typowo nerwowe, bo zarzucające blogerowi "celową nierzetelność", naruszenie ustawy o prawie prasowym oraz czyn nieuczciwej konkurencji (na swojej stronie Authalia zarzuca blogerowi także "umiejętności manipulacyjne" - link). Jak widać, wszelkie organizacje chroniące interesy twórców po prostu nie mogą się obyć bez straszenia ludzi. W tym przypadku Authalia ledwo zdążyła rozpocząć działalność, a już straszy internautę sądem. Aż strach myśleć co będzie dalej.

Czym naraził się Olgierd Rudak? Po pierwsze, zuważył że Authalia na swojej stronie wspiera się autorytetem Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych, opisanej jako "partner projektu Authalia". Zasięgając języka w PWPW okazało się, że nie są oni żadnym partnerem projektu, wystawili jedynie Authalii - tak jak każdemu innemu klientowi - urządzenie do podpisu elektronicznego i oba te podmioty łączy więź podobna do tej, jaka jest między właścicielem auta a salonem samochodowym. Authalia jest więc jedynie partnerem technologicznym dla Sigillum PCCE - marki produktów PWPW, tak samo jak partnerem technologicznym dla sklepu internetowego jest mTransfer - marka BRE Banku.

Po drugie, Olgierd zauważył, że aby zostać Organizacją Zbiorowego Zarządzania, trzeba mieć zezwolenie Ministra Kultury, a decyzja musi być opublikowana w Monitorze Polskim. Obu tych przesłanek Authalia nie spełniła. Potem ministerstwo oficjalnie potwierdziło, że Authalia nie jest organizacją zbiorowego zarządzania prawami autorskimi. Olgierd dowiedział się również, że ministerstwo wystąpiło do sądu o wykreślenie ze statutu stowarzyszenia wzmianki o tym, że jest ono Organizacją Zbiorowego Zarządzania.

Po trzecie, Olgierd podsumował sprawę w ten sposób, że nie warto płacić pieniędzy za ochronę autorską podmiotowi, który funkcjonuje na niejasnych zasadach i - co wynika z wcześniejszych ustaleń - bez ministerialnego zezwolenia.

Po czwarte, Olgierd umieścił przy swoim artykule logo Authalii, które wbrew regulaminowi stowarzyszenia zostało opublikowane bodajże na... złym tle.

Równolegle na blogu zaczęły pojawiać się anonimowe komentarze dyskredytujące blogera. Olgierd zrobił podsumowanie i wyszło mu, że wszystkie pochodzą z tej samej klasy IP co numer komputera z którego wysyłana jest oficjalna korespondencja Authalii. Bloger nazwał to niezwykłym zbiegiem okoliczności.

Nie wypowiadam się na temat podstaw prawnych funkcjonowania Authalii ani o tym, czy warto za 5 zł wykupić ochronę dla swojego pomysłu lub artykułu i jaka będzie skuteczność takiej ochrony. W tej sprawie zdaję się na Olgierda i zdrowy rozsądek twórców, którzy sami muszą ocenić, czy oferta Authalii zabezpieczy ich dzieła w sposób wystarczający.

Chciałbym zauważyć jedną rzecz, o której wspomniałem we wstępie. Organizacje Zbiorowego Zarządzania prawami autorskimi to podmioty zaufania publicznego, które mają strzec praw twórców, z poszanowaniem obowiązującego prawa i etyki, w sposób transparentny i wyważony. Authalia panicznie reagując na krytykę blogera pokazała, że idzie w ślady innych, podobnych organizacji. Uruchamianie działu prawnego i interwencja samego prezesa zarządu przeciwko jednemu blogerowi - i to już na starcie działalności organizacji - daje jasny sygnał: z nami nie zadzierajcie, nie wolno nas krytykować, każdy kto jest przeciwko nam to nierzetelny manipulant, podamy do sądu za każdą pierdołę jaką znajdziemy w krytycznej publikacji. Takie są moje odczucia.

Jeśli Authalia obiecuje coś twórcom w zamian za pieniądze, to obowiązkiem dziennikarzy, blogerów i wszystkich zainteresowanych jest dokładne sprawdzenie: kto obiecuje, co, na jakich zasadach, z jakimi gwarancjami, czy jest to warte uwagi, czy wszystko co piszą to prawda. Nerwowa rekacja zarządu Authalii pokazuje, że osoby tam zasiadające nie rozumieją zasady, że trzeba być otwartym na krytykę, że ci po drugiej stronie - klienci i petenci - mają prawo dociekać wszelkich szczegółów. Z odrobiną wprawy Authalia mogła wyjść ze sprawy zwycięsko, jako organizacja otwarta i przyjazna. Zamiast tego poszli drogą sztywnych sprostowań, żądań i oskarżeń, pełnych słów dyskredytujących adwersarza, takich jak "nierzetelny" i "zmanipulowane". Obecnie oficjalny blog Authalii (link) wygląda jak pyskówka z pierwszego lepszego forum dyskusyjnego.

Mam dwie rady dla zarządu Authalii.

Pierwsza: więcej profesjonalizmu, mniej pyskówek na poziomie telewizyjnych rozmów polityków, polecam zwłaszcza wyeliminowanie dyskredytujących zwrotów i mniej emocjonalne stanowisko w sporach. Jesteście przecież organizacją, a nie prywatną osobą, która się zagotowała, zrobiła czerwona i musi dać upust emocjom.

Druga: rozwianie wszelkich wątpliwości. Ale nie poprzez negowanie krytyki i wycieczki osobiste pod adresem oponenta, lecz krótkie, zwięzłe, rzeczowe wyjaśnienia, jesteście przecież profesjonalistami. Na swoim blogu piszecie, że osobom obcym bardzo trudno jest zrozumieć istotę projektu. Na razie jednak nie zrobiliście nic, by ten stan zmienić.

Tylko od Authalii zależy, czy będą zapamiętani jako ci, którzy występują w obronie praw autorskich, czy jako ci, którzy walczą z blogerami i krytyką. W tym miejscu przypomnę sprawę agencji 4kroki, która wysłała ostre sprostowanie do bloga Antyweb w odpowiedzi na zamieszczone tam słowa krytyki, tyle że nie wytykano tam nierzetelności i manipulacji, tylko brak obiektywizmu i słabe rozwinięcie intelektualne.

Nie wstawiam do tego tekstu loga Authalii ani żadnych zrzutów ekranów jej strony czy cytatów z niej pochodzących, w obawie przed otrzymaniem oficjalnych wezwań do usunięcia tego i owego z informacją o wejściu na drogę sądową przeciwko mnie. Tak, drogi zarządzie Authalii, właśnie takich was odebrałem i zapamiętałem.

Sławomir Wilk
Komentarze:


Olgierd2010-01-04 11:01
Dodam może, że dziś dostałem informacje (z MKiDN) dot. wykreślenia przez sąd Ministerstwa Kultury z rejestru jako organu nadzoru nad Stowarzyszeniem Authalia.org.
Poprosiłem o skan postanowienia (pewnie jeszcze nieprawomocnego), jak je dostanę -- opublikuję ten dokument, który jak sądzę powinien zakończyć nawet te niewczesne dywagacje Panów z Authalii...
Marcin Robak2010-01-04 12:13
Troszeczkę nie rozumiem zasad działania tego tworu.
Taki przykładowy Feel albo Doda piszą utwór idą do Authalii płacą pięć złotych i już są pewni, że to jest ich piosenka?
Po pięciu miesiącach okazuje się, że już wcześniej ktoś nagrał utwór łudząco podobny do tych zarejestrowanych i jako że nie zarejestrował to jest na straconej pozycji ?
Jak dla mnie to powielanie czegoś co i tak robią sądy. W przypadku wątpliwości to one decydują czy ktoś coś ukradł czy nie. Takie certyfikaty to strata papieru, czasu i pieniędzy
O ZAiKsie, STOARTcie itp nawet się nie wypowiadam. Szkoda mojego czasu.
Marcin Szumański2010-01-04 12:49
no proszę, kolejny pasożyt żerujący na innych. Tego nie znałem - nadrobione - dzięki :)
dasm2010-01-04 14:12
Dzisiaj pojawił się wpis na blogu Olgierda Rudaka dotyczący wykreślenia nazdoru MKiDN nad Authalia.org
http://olgierd.bblog.pl/wpis,stowarzyszenie;authalia;org;juz;bez;nadzoru;mkidn,39532.html
Olgierd2010-01-04 15:13
Oto i stała się jasność:

http://olgierd.bblog.pl/wpis,stowarzyszenie;authalia;org;juz;bez;nadzoru;mkidn,39532.html
promocja2010-01-04 15:37
popieram
Dziobas2010-01-04 18:07
Też zakładam coś podobnego do zaiks jak mi bank da pożyczkę na rozkręcenie interesu. Trzeba z czegoś żyć.
gugugu2010-01-04 19:03
do jasnej choinki kiedy wreszcie skończą się pośrednicy ,przecież to jkawny rozbó, co na to fiskus?
GvS2010-01-04 19:21
Biorąc pod uwagę poziom kultury w/w organizacji nasuwa mi się tylko jedno skojarzenie:
"Daj piątaka.. A to jakaś zorganizowana akcja? Taka akcja, żebyś dał piątaka"
goinfo.pl2010-01-05 11:33
rzeczowo i na temat, oby wiecej takich obiektywnych analiz w naszym internecie :)
Sławomir Wilk2010-01-05 20:16
Przepraszam wszystkich za opóźnioną publikację komentarzy. Informacje o nowych komentarzach do zatwierdzenia trafiają do mnie na konto gmailowe. Niestety, wczoraj dostałem w komentarzu kilka reklam i gmail z automatu przekierował wszystkie kolejne powiadomienia do folderu spam. Dzisiaj tam zaglądam, a tam kilkanaście niezatwierdzonych komentarzy. Ale teraz już będzie dobrze.
SasQ2010-01-06 03:38
@Marcin Robak:
"Jak dla mnie to powielanie czegoś co i tak robią sądy. W przypadku wątpliwości to one decydują czy ktoś coś ukradł czy nie."
Jest dokładnie tak, jak mówisz. Zdziwiłbym się bardzo, gdyby Authalia miała rozstrzygać spory między twórcami, bo do tego uprawnione są tylko sądy. Authalia dostarcza jedynie swoim użytkownikom dowodów, którymi mogą oni się podpierać w przypadku sporu sądowego.

"Takie certyfikaty to strata papieru, czasu i pieniędzy"
Nie do końca. Co prawda prawa autorskie przysługują każdemu twórcy od momentu ustalenia dzieła, bez konieczności spełniania jakichkolwiek formalności. Jednak z udowodnieniem autorstwa już są zazwyczaj spore problemy. Dlatego warto się na taką okazję przygotować i zabezpieczyć sobie materiał dowodowy. Istnieją na to różne sposoby, nie tylko Authalia, i wszystkie one opierają się na tzw. "dacie pewnej". Możesz np. dymać z każdym utworem do notariusza żeby po wniesieniu (nie)stosownej opłaty poświadczył Ci, że zjawiłeś się u niego z danym utworem o danej godzinie/dacie i oświadczyłeś, że jesteś jego autorem. Możesz też wysłać kopię utworu pocztą do siebie samego, by Ci podstęplowali zabezpieczoną kopertę. Jednak oba te sposoby nie są aż tak wygodne i tanie, jak Authalia. A ten drugi (poczta) jest w dodatku dość słabym dowodem, bo pieczątkę z datą można podrobić. Natomiast Authalia oferuje oznakowanie czasem przez podmiot kwalifikowany (PWPW S.A.) skrótu z utworu wraz z Twoim oświadczeniem o autorstwie. W polskim ustawodawstwie istnieje coś takiego, jak domniemanie autorstwa. Więc jeśli ktoś chciałby obalić Twoje oświadczenie oznakowane datą pewną, musiałby wykazać się conajmniej tak samo silnym dowodem z datą pewną wcześniejszą niż Twoja.

"O ZAiKsie, STOARTcie itp nawet się nie wypowiadam. Szkoda mojego czasu."
Co racja, to racja ;)
Marcin Robak2010-01-06 08:52
SasQ - Po pierwsze. Cieszę się że ktoś postanowił skomentować to co napisałem :)

Dla utworów nieznanych i wcześniej niepublikowanych zapewne jest to prawda.
Jednak emisja takiego utworu na kilka lat przed pojawieniem się plagiatu powinno chyba załatwić sprawę.
Moim zdaniem Authalia to bardzo marna ochrona i zdania swego nie zmienię. Równie mocnym, a nawet mocniejszym dowodem może być słowo szefa radia "Tak, była taka piosenka, mamy ją tutaj nagraną i puszczaliśmy ją w jakiejś tam liście trzy lata temu". Nie widzę tutaj specjalnego pola do walki certyfikatami authalii.
Tym bardziej, że taki utwór nie przechodzi tam żadnej weryfikacji. Ot po prostu loguję się, płacę i już mam certyfikat. Jeśli będę chciał to nawet dzieł z muzeum sztuki. Czy to czyni mnie ich autorem?
To żaden, absolutnie żaden dowód.
(no ok, może w kilku procentach przypadków byłoby to jakieś "za". Sęk w tym, ze tak jak powiedziałeś są na to inne sposoby)

azet2010-01-06 10:16
Robaku (i SasQ)
Z utworem znanym od kilku lat faktycznie nie ma problemów, nie dla takich jest Authalia. Ale wyobraźmy sobie sytuację, że przychodzą do radia dwa zespoły, które chcą grać bardzo podobny kawałek. Powstaje spór o to czyj jest utwór. Obie grupy twierdzą, że utwór powstał dokładnie rok temu, na ich wspólnej pijackiej imprezie. W takim przypadku większe szanse wygranej w sądzie będzie mieć ta grupa, która ma certyfikat z Authalii z datą pewną.

Uważamy, że pomysł realizowany przez Authalię jest przydatny, ale niedopracowany. Łatwo o nadużycie. Jak zobaczę u kolegi wiersz, np. "Myszoskoczek", szybko napiszę podobny i zarejestruję go w Authalii, a kolega nie, to Authalia będzie chronić złodzieja.
Olgierd2010-01-06 11:06
@azet: nie do końca. Authalia w żaden sposób nie weryfikuje ani prawdziwości/prawidłowości oświadczenia, ani też nawet osoby, która je składa. Co więcej -- sposób wnoszenia opłaty czyni użytkownika praktycznie anonimowym (nie ma opcji przelewu, jest tylko drogi esemes premium), więc równie dobrze jeszcze jutro mogę zarejestrować całą dyskografię U2 "w imieniu"... Steve Jobsa:

http://olgierd.bblog.pl/wpis,jas;majetko;wielka;beka;pod;grunwaldem,39569.html#komentarze
Dziobas2010-01-06 14:42
To naprawdę słaba metoda zapłaty przez sms. Jak wprowadzę to samo tylko przez przelew to czy będą zainteresowani?
Bartłomiej Dymecki2010-01-06 15:46
W kwestii daty pewnej podam tylko jeden link http://rychlicki.net/2008/01/02/324/ i zacytuję fragment uzasadnienia wyroku:

"W ocenie Sądu zarówno łączna ocena dowodów 1, 2, 4 jak i ich ocena pojedyncza nie świadczą o tym, że sztućce #GE-233 były udostępnione publicznie. W ocenie Sądu dowód 1 – wydruk z komputera z katalogu CD z wystawy z 2003 r., nie spełnia waloru dokumentu z datą pewną. W obecnej dobie techniki poligraficznej i komputerowej istnieją narzędzia graficzne umożliwiające modyfikację takiego wydruku w dowolny sposób. Tak, więc należy stwierdzić, że nie stanowi dowodu potwierdzającego datę, wydruk z komputera, który nie został urzędowo poświadczony."

Każdy zainteresowany tematem sam poszuka, jakie znaczenie w polskim systemie prawnym ma data pewna. Jak widać dokument z poświadczoną datą pewną nie jest żadnym wymysłem :-) Warto więc najpierw dobrze zrozumieć temat.

Po drugie, kłamstwem jest twierdzenie, że Authalia pozwala jedynie na płatności SMS-em. Jest to jedna z opcji! Nic dziwnego, że droższa, skoro dużą część kwoty pobiera operator, prawda?

Trzeba być również ignorantem, aby robić zamieszanie, a nie przeczytać bezpośrednio na stronie wyboru certyfikatu informacji "Cena może ulec zmianie w zależności od wybranego sposobu płatności."

Uśmiałem się :-)
azet2010-01-06 17:54
Olgierdzie, widziałem twoją akcję z Beką Grunwaldzką (gratuluję!), i właśnie dlatego napisałem, że w szczególnych przypadkach Authalia może pomagać złodziejom i plagiatorom, i to w majestacie prawa. Bo o ile dobrze zrozumiałem ich ideę, autorem dzieła będzie niekoniecznie ten, co je stworzył, ale ten, co je pierwszy zarejestrował. A to nie jest mądre.
Trombocyt2010-01-08 20:07
Tak jak prawo pomaga złodziejom tak i oni. Ale prawo pomaga też ludziom uczciwym tak i oni.
To nie od nich zależy kto jest złodziej, a kto nie.
A każdy utwór może mieć wielu właścicieli. Tak jak Jasio mógł namalować kopię Beki :)
I od tego czsu jest ona jego.
Proste.
SasQ2010-01-08 22:22
@Trombocyt:
Dokładnie tak jest. Authalia zajmuje się wyłącznie rejestrowaniem utworów i dostarczaniem dowodów, które mogą służyć autorom w razie ewentualnych postępowań sądowych. Jednak ostatecznie rozstrzyganie takich sporów zależy (jak zwykle) do sądów. Authalia nie mogłaby przecież w żaden sposób stwierdzić, czy ktoś, kto rejestruje tam utwór, jest rzeczywiście jego autorem. Podobnie jak nie będzie o to pytał notariusz czy OZZ. Zresztą w jaki sposób mieliby to zrobić? Nasuwa mi się jedynie jeden sposób: wymagać złożenia oświadczenia (z uwzględnieniem przepisów o składaniu fałszywych doświadczeń i odpowiedzialności za naruszanie cudzych praw autorskich), i właśnie tak robi Authalia: rejestrując utwór oświadczasz, że jesteś jego autorem. Jeśli to nieprawda, to nie tylko popełniasz przestępstwo, ale w dodatku dostarczasz sam na siebie mocnych dowodów. Tylko głupi mógłby tego próbować ;) Zawsze może się przecież okazać, że prawowity autor zarejestrował utwór wcześniej.
To prawda, że oznakowanie dowodu czasem przez kwalifikowany podmiot (data pewna) samo w sobie nie jest dowodem autorstwa. Jednak w połączeniu z oświadczeniem autora, po powiązaniu go z jego nazwiskiem lub pseudonimem, oraz ewentualna publikacja, mogłaby już taki dowód stanowić. Jak sądzę równie silny, jak inne formy poświadczeń z datą pewną. W tej kwestii Authalia nie wnosi nic nowego. Jedyną nowością jest użycie do tego Internetu, co mogło umożliwić obniżenie kosztów do minimum. Ale wszystko to, co można obecnie zrobić wygodnie w Authalii, dało się zrobić już wcześniej i wynikały z tego podobne niuanse prawne ;) Tylko wcześniej nikt nie robił wokół tego tyle szumu ;)
W polskim ustawodawstwie istnieje coś takiego, jak domniemanie autorstwa. Oznacza to, że za autora uważa się tego, kto pierwszy to ogłosił (np. podpisując się pod dziełem, choćby pseudonimem). Tak więc rejestrując utwór w Authalii oświadczasz, że jesteś autorem dzieła, a Twoje oświadczenie, skrót z utworu itp. są stemplowane czasem. Poprzez domniemanie certyfikat Authalii stanowi więc (w mojej opinii) dowód autostwa do czasu, aż ktoś inny wykaże się dowodem przeciwnym o conajmniej takiej samej mocy (czyli też z datą pewną). Nie musi to być oczywiście certyfikat Authalii, bo są również inne formy daty pewnej. Np. jeśli zarejestrujesz Monę Lisę, to stosunkowo łatwe powinne być wykazanie, że poświadczyłeś nieprawdę - np. datowanie radiowęglem oryginału obrazu mogłoby wykazać, że obraz powstał na długo przed Twoim urodzeniem, więc nie mogłeś go stworzyć. Ciężej byłoby w przypadku utworów mało znanych, jednak rozstrzyganie takich kwestii nadal pozostaje w gestii sądu i być może wtedy będą potrzebne dodatkowe dowody. Jednak w przypadku, gdy obaj delikwenci mają dowód z datą pewną, to z domniemania wynikałoby, że autorem jest ten pierwszy. Więc chyba warto mieć taki dowód na wszelki wypadek, w końcu to zaledwie paczka fajek ;)
@azet:
"Bo o ile dobrze zrozumiałem ich ideę, autorem dzieła będzie niekoniecznie ten, co je stworzył, ale ten, co je pierwszy zarejestrował. A to nie jest mądre."
Owszem. Podobnie jak nie jest mądre, gdy Marconi patentuje wynalazek Tesli (radio). Podobnie odkrycia naukowe zazwyczaj przypisuje się ludziom, którzy jako pierwsi je opublikowali, nawet jeśli ktoś inny wpadł na to wcześniej. Dlatego się mówi, że kto pierwszy ten lepszy.

Dodaj komentarz:

Podpis: (wymagane)
Adres Twojej strony WWW: (opcjonalnie)
Twój adres e-mail: (opcjonalnie)
Treść komentarza:
Antyspam: policz ile
wynosi jeden plus dwa:
(wymagane)