INTERNET, NOWE TECHNOLOGIE, WEBDEVELOPMENT, BADANIE INTERNETU

21 PAŹDZIERNIKA 2009  /  PRAWO  /  1 KOMENTARZ

AWANTURA Z CENZURĄ W TLE: FESTIWAL NIE MÓGŁ POKAZAĆ FILMU, KTÓRY W INTERNECIE JEST DOSTĘPNY DLA WSZYSTKICH

Organizatorom warszawskiego festiwalu filmowego nie udało się uzyskać zgody od TVP na pokaz filmu "Witajcie w życiu", który pokazuje w negatywnym świetle kulisy działalności koncernu Amway (od 1997 roku firma blokuje sądownie pokaz filmu). Przez Polskę poszybował komunikat, że tłamszona jest wolność słowa i że wciąż istnieje cenzura (link). Ludzie filmu i część stojących po ich stronie mediów nadal nie wiedzą (lub udają że nie wiedzą), że istnieje coś takiego jak internet, gdzie cenzurą nikt się nie przejmuje. Wspomniany film od lat można ściągnąć lub obejrzeć w internecie, co zdążyli zrobić wszyscy zainteresowani, włącznie z dziennikarzami. Bicie na alarm z powodu niedoszłego pokazu dla setki osób, podczas gdy film jest dostępny w sieci dla milionów, to coś niezrozumiałego, co zauważyła nawet sama firma Amway, pisząc że dyskusja o cenzurze jest nieporozumieniem, bo film jest przecież dostępny w sieci.

W dniu wybuchu "afery" sprawdziłem, że film znajduje się w serwisie Youtube (link) i że obejrzano go blisko 30 tysięcy razy. Dziś gdy tam zaglądam widzę, że obejrzano go już ponad 147 tysięcy razy. Jak ma się ta liczba do niedoszłego pokazu dla setki osób?

Cierpkie słowa należą się organizatorom i twórcom filmu za to, że nie powiedzieli: pokaz się nie odbędzie, ale zapraszamy do obejrzenia filmu w internecie. Byłby to świetny prztyczek w nos wymierzony firmie Amway, jej prawnikom i spółce TVP. Ale nikt tego nie zrobił z prostego powodu. Okazałoby się, że całe to zamieszanie o wolność słowa i cenzurę było tylko wybiegiem marketingowym, służącym promocji festiwalu. Bo jaki ma sens walka o pokaz dla setki ludzi, skoro film dostępny jest w sieci dla każdego zainteresowanego? (A swoją drogą film był już wielokrotnie pokazywany na polskich festiwalach, tyle że mniej oficjalnie.)

Tęgie baty należą się organizatorom festiwalu za wrzucenie do programu filmu, przy jednoczesnym braku pozwolenia na jego pokaz (sprzedano nawet bilety!). Dziś media piszą, że "odwołano pokaz filmu" i to z winy TVP. Otóż nie. TVP nie ponosi tutaj żadnej winy. Nie odwołano żadnego pokazu. Odwołać można coś, na co najpierw się zezwoliło. W tym przypadku po prostu nie odbyło się coś, co było umieszczone w programie bez weryfikacji i bez zgody. Równie dobrze organizatorzy mogliby zaanonsować pokaz filmu "Shrek 5" i na pół godziny przed pokazem oznajmić, że, niestety, ale z winy firmy DreamWorks odwołano pokaz filmu.

Mam też uwagę do tych, którzy zarzucali cenzurę Telewizji Polskiej. Trudno się dziwić braku zgody wydanej przez TVP. Ciekawe co by mówiono, gdyby TVP dała zgodę na pokaz filmu, a Amway wywalczyłby gigantyczne odszkodowania od telewizji. Przypomnę, że byłyby to miliony wydane z naszych kieszeni. Pokaz dla setki osób nie jest wart takich pieniędzy. Nie jest zwłaszcza, że film może obejrzeć w internecie każdy kto ma na to ochotę. Następnym razem niech niezależni twórcy nie wiążą się z mecenatem państwowej telewizji, tylko wyprodukują film z prywatnych środów - sami zadecydują wtedy czy mogą go pokazać.

Ciekawostką jest, o czym częściowo napisał na swoim blogu Mediafun (link), że dziś, po tych 12 latach, film praktycznie niczym nie szokuje. Wtedy może tak, ale dziś mechanizmy działania korporacji są na tyle znane i tak medialnie wyeksploatowane, że nie ma o co kruszyć kopii (zarówno tej przysłowiowej, jak i filmowej). Film "Witajcie w życiu" w serwisie Youtube z przyczyn technicznych podzielony jest na sześć części. Część pierwszą obejrzało już ponad 147 tys. osób, część drugą tylko 42 tysięcy, a część ostatnią 41 tysięcy. Co nam to mówi? Że ludzie z ciekawości włączyli film, popatrzyli, przewinęli, wzruszyli ramionami i tak szybko jak go włączyli wrócili do swych codziennych spraw.

Całości dopełnia oficjalny komentarz biura prasowego firmy Amway, opublikowany m.in. przez Rzeczpospolitą. Jego najciekawszy fragment brzmi:

"Pytanie o wolność słowa, jak również i o jej granice, narzucające się w kontekście całej sprawy, powinno zostać skierowane do osób skrzywdzonych przez treść filmu „Witajcie w życiu”, jak również do sądu, który już się na ten temat wypowiedział. Ponadto, należy wziąć pod uwagę fakt, iż w dobie internetu każda zainteresowana zobaczeniem filmu osoba odnajdzie go bez trudu." (link).

Nawet firma Amway, która według organizatorów i twórców bawi się w cenzora, przyznaje, że każdy zainteresowany może obejrzeć film w internecie. A organizatorzy festiwalu, którzy niby walczą z cenzurą, milczą. Role się odwróciły. Korporacja uczy ludzi filmu czym jest wolność słowa.

Sławomir Wilk
Komentarze:


koncerty2010-06-15 15:23
straszne to jest!
Na szczęście jest "jeszcze" wolny internet...
No i reżyserowie tacy jak Michael Moore!

Dodaj komentarz:

Podpis: (wymagane)
Adres Twojej strony WWW: (opcjonalnie)
Twój adres e-mail: (opcjonalnie)
Treść komentarza:
Antyspam: policz ile
wynosi jeden plus dwa:
(wymagane)