INTERNET, NOWE TECHNOLOGIE, WEBDEVELOPMENT, BADANIE INTERNETU

23 STYCZNIA 2012  /  OPINIE  /  0 KOMENTARZY

JAK ZNIECHĘCIĆ UCZNIÓW DO INFORMATYKI. STUDIUM PRZYPADKU: POLSKA.

Na jednym ze spotkań roboczych w sprawie pewnego projektu edukacyjnego jednym z gości była pani profesor - pracownik dużej, państwowej szkoły wyższej, zajmująca się zarządzaniem komputerami i oprogramowaniem na swojej uczelni. W pewnym momencie rozmowa zeszła na boczne tory i pani powiedziała, że informatyzacja edukacji w Polsce zaczęła się od pecetów. Zaoponowałem wtedy, przypominając o komputeryzacji szkół w latach 80. Pani odparła wówczas: "no tak, tak, ale to były nieliczne Commodore i Atari". Co w takim razie z produkowanym w 1986 roku na zlecenie Ministerstwa Oświaty komputerem szkolnym Elwro 800 Junior? Z rozmowy wywnioskowałem jedno: mamy dziś nowe podejście do nauczania informatyki w szkołach, zupełnie inne od tego, które pamiętam sprzed lat. Kiedyś problemem był zakup komputera, ale jeśli udało się go zdobyć, lekcje informatyki były prowadzone nawet z wykorzystaniem jednego urządzenia. Dziś informatyka w oświacie skupia się na zdobywaniu sprzętu. Wszystkie pieniądze, te z budżetu i z dofinansowań UE, wydawane są na przetargi na zakup komputerów, drukarek, skanerów i licencji, a także remont sal. Na koniec pracownie stoją przez większość czasu zamknięte, bo nie ma pomysłu na inne ich wykorzystanie niż dwie nudne lekcje informatyki tygodniowo dla każdej klasy.

Pamiętam lekcje informatyki w polskich szkołach w latach 80. Naukę prowadzili nauczyciele-pasjonaci, którzy niedawno odkryli komputery i szybko weszli w ich świat. Komputerów nie było dużo, często jedna szkoła mogła sobie pozwolić tylko na jedno urządzenie. Były gminy, które w ogóle nie miały dostępu do komputera, ale też i takie, w których powstały całe pracownie. Nauczyciele czerpali wiedzę ze skąpej literatury komputerowej, samodzielnie tworząc programy edukacyjne w Basicu. Najpopularniejszym komputerem domowym i szkolnym był wówczas ZX Spectrum.

W latach 80. szybko zaczęły powstawać pierwsze książki dla nauczycieli i nie tylko, na przykład "Pierwsze kroki w LOGO" (Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne, 1987). Czasopisma komputerowe (Bajtek, Komputer, IKS) publikowały listingi programów do wykorzystania w szkole jako pomoc edukacyjna w nauczaniu matematyki, chemii czy historii. Szkoły organizowały zajęcia dodatkowe dla dzieci i młodzieży w postaci kółek informatycznych. Oprócz gier dystrybuowanych na kasetach popularne były także programy edukacyjne. Większość z nich pochodziła z Wielkiej Brytanii (bariera językowa nie stanowiła większego problemu, nie było tam za dużo do czytania), ale była również imponująca jak na tamte czasy liczba polskich programów edukacyjnych.

Pamiętam też lekcje w latach 90., w szkole średniej, gdy informatyka stała się szkolnym przedmiotem z prawdziwego zdarzenia. Szkoły masowo kupowały komputery, tworzyły pracownie, w których stały pierwsze pecety, a wojewódzkie ODN-y (Ośrodki Doskonalenia Nauczycieli) prowadziły kursy przygotowujące kadrę do nauki nowego przedmiotu. Powstały wtedy podstawy programowane, przy pomocy których naturalizowani nauczyciele-informatycy prowadzili lekcje. I w tym momencie stało się coś złego, bo informatyka została odarta z pasji. Rozpoczęło się nauczanie oparte na przyswajaniu faktów. Co to jest komputer? Co to jest pamięć RAM i czym się różni od ROM? Co robi instrukcja dir? Lekcje informatyki zaczęły przypominać swoim formatem nauczanie innych przedmiotów, które dziś coraz częściej krytykowane jest za przywiązywanie zbyt dużej wagi do uczenia formułek, a nie samodzielnego myślenia.

Następnie w drugiej połowie lat 90. pamiętam zajęcia z informatyki na uczelni. Tu skumulowało się wszystko, co najgorsze. Na studia trafiały osoby, które niekoniecznie miały zajęcia z informatyki w przeszłości, trzeba więc było uczyć ich podstaw. Więc od nowa się zaczęło: co to jest pamięć RAM? Ile rejestrów ma procesor? W szkołach wyższych informatyka to również był nowy przedmiot, więc także i tu był wysyp wykładowców informatyki, którzy wcześniej uczyli czegoś zupełnie innego. Na dodatek nikt za niczym nie nadążał. Moje pokolenie uczyło się obsługi DOS-a, gdy powszechne stawały się komputery z Windows 95. Na ćwiczeniach przepisywało się na ocenę tekst z kartki do pierwszej wersji Worda. A na zajęciach z Pascala tworzyło się programy typu "rozwiązywanie układu równań", które w poprzednim dziesięcioleciu tworzone były przez nauczycieli-pasjonatów na mikrokomputerach.

Dziś informatyka to bardziej nazwa branży i skupionych wokół niej zawodów niż dyscyplina naukowa. Uczeń pasjonujący się historią lubi lekcje historii. Ale uczeń będący pasjonatem komputerów zwyczajnie nudzi się na lekcjach informatyki. I, niestety, coraz częściej jest tak, że to on wie więcej od nauczyciela, w przeciwieństwie do biologii czy geografii.

25 lat temu problemem był zakup komputera. Dziś komputery płyną strumieniem do polskich szkół, ale najczęściej nie ma kto z nich korzystać. Nie ma już kół zainteresowań, a w szkołach trudno znaleźć informatyka-pasjonata z prawdziwego zdarzenia. W ramach różnych dofinansowań unijnych szkoły otrzymały laptopy dla nauczycieli i rzutniki, które miały być wykorzystywane jako pomoc naukowa we wszystkich szkolnych klasach. Niestety, oprócz kilku wyjątków nauczyciele nie chcą z nich korzystać.

Jesteśmy na etapie rozwoju, gdzie prawie każde polskie dziecko posiada w domu komputer. Wie co to za urządzenie i potrafi je obsługiwać często lepiej niż niejeden dorosły. Dotychczasowa formuła nauczania informatyki w polskich szkołach już się wyczerpała. Jeśli uczymy dzieci oczywistych rzeczy, a nauczyciele nie garną się do zaadaptowania komputerów w powszechnym nauczaniu, może nadszedł czas na zmianę wykorzystania informatyki w szkołach?

Może zamiast uczenia teorii i podstaw postawić wyłącznie na praktyczne wykorzystanie komputera w wąskich dziedzinach? Innym pomysłem jest tworzenie przedmiotów łączonych, na przykład "matematyka z informatyką", którego głównym celem jest nauczanie matematyki, ale z czynnym wykorzystaniem komputera jako pomocy osadzonej w podstawie programowej. Można również zrezygnować ze szkolnych pracowni, które przez większość czasu stoją puste, na rzecz jednego komputera w każdej klasie. Rynek potrzebuje specjalistów IT, a my kreatywnego pokolenia. Informatyka w szkole zamknięta w jednym pomieszczeniu to rozwiązanie przestarzałe.

Niestety, od stycznia bieżącego roku obowiązuje przepis, według którego każdy uczeń polskiej szkoły musi pracować przy osobnym komputerze. Znowu więc zaczęło się gorączkowe kompletowanie sprzętu i mebli oraz poszerzanie sal komputerowych. Informatyka, zamiast stać się przedmiotem interdyscyplinarnym (a takie były założenia z lat 80. i 90.), będzie w jeszcze większym stopniu sztuką dla sztuki. Miejmy nadzieję, że tylko na jakiś czas.

Sławomir Wilk

Artykuł opublikowany został w serwisie Dziennik Internautów www.di24.pl.

Dodaj komentarz:

Podpis: (wymagane)
Adres Twojej strony WWW: (opcjonalnie)
Twój adres e-mail: (opcjonalnie)
Treść komentarza:
Antyspam: policz ile
wynosi jeden plus dwa:
(wymagane)