INTERNET, NOWE TECHNOLOGIE, WEBDEVELOPMENT, BADANIE INTERNETU

24 WRZEŚNIA 2009  /  PRAWO  /  31 KOMENTARZY

POLOWANIE NA INTERNAUTÓW, CZYLI DLACZEGO INTERNAUCI SĄ NAZYWANI ZŁODZIEJAMI

Internauci to taki bezimienny ogół, który jest winny wszelkiego zła. Redaktor Żakowski z Polityki nazywa ich chamami, redaktor Krasowski z Dziennika - prostakami. Według Jarosława Kaczyńskiego internauci to typy spod ciemnej gwiazdy, żłopiący piwo i oglądający pornografię. Z tych trzech przykładów wynika, że internauci to chamy, prostacy, alkoholicy i zboczeńcy. Mówią tak ludzie znani i opiniotwórczy, dla wielu autorytety. Niedawno dołączył do nich Kazik, który po wycieku swojej nowej płyty do sieci (a konkretnie płyty Kultu) nazywa internautów kurwami. Cierpliwie znosiłem epitety Żakowskiego, Krasowskiego i Kaczyńskiego, ale Kazikowa obelga przebrała miarę.

Z czasów szkolnych pamiętam, że wśród ludzi krążyły kasety ze skopiowanymi albumami muzycznymi. Oryginały miał mało kto. Na tych kasetach wychował się Kazik i jego zespół, a także całe pokolenie obecnych muzyków. Dzisiejsze czasy tym różnią się od poprzednich, że zamiast kaset mamy pliki mp3, a nowe pokolenie zamiast odtwarzaczy kasetowych Kasprzak i Grundig posiada mp3-playery. Dziwi mnie lament artystów, którzy najpierw sami piracili, a teraz, gdy się już napiracili, to innym piracić nie pozwalają. I mają po swojej stronie zaiksy, zpawy, stoarty, kancelarie prawne, policję, sądy i media, czyli instytucje które dawniej przechodziły obojętnie obok pirackiej kasety, pozwalając małemu Kazikowi i jego kolegom piracić ją aż do zajechania głowicy.

Kazik nazywając internautów kurwami zapomina o jednej ważnej rzeczy. Gdyby jego album wyciekł do sieci po dacie premiery, oznaczałoby to, że któryś z jego fanów nabył oryginalną płytę, zripował i udostępnił online. Ale jeśli płyta wyciekła dwa tygodnie przed premierą, to oznacza to, że wyciek nastąpił z otoczenia Kazika. Internauci nie mają dostępu do studia nagraniowego czy wydawnictwa z którego korzysta Kazik, aby móc stamtąd wykraść płytę. Jeżeli już powinno się kogoś obrażać, to w pierwszej kolejności znajomych i współpracowników Kazika, którzy mieli styczność z płytą. Artysta powinien zebrać wszystkich swoich kolegów i powiedzieć im to, co w dosadnych słowach zakomunikował internautom i swoim fanom.

Do sieci wyciekają albumy wszystkich twórców, nie tylko Kazika. I jest to żelazna zasada. Regularność tego zjawiska jest tak zaskakująca, że nie da się nie podejrzewać samych wykonawców i producentów o celowe wpuszczanie utworów do sieci. A są oni w tak wygodnej pozycji, że nie muszą tego robić osobiście, bo robią to inni, w ramach marketingowego know-how. Artysta-muzyk to nie pisarz, który tworzy w samotności, lecz zwierzę stadne, tworzące w grupie. Po zakończeniu pracy zwierzę głośnym rykiem komunikuje całej branży o swoim sukcesie, a jego dzieło w postaci płyt cd-r marki Warez, Speed, Titanum i Esperanza wędruje do znajomych. Producent robi to samo, tyle że płytami obdarowuje dziesiątki redakcji muzycznych, których zadaniem jest nakręcenie sprzedaży poprzez zrecenzowanie płyty na dwa tygodnie przed premierą. Nic dziwnego że przy takiej masówce znajdzie się ktoś, kto wrzuci do sieci zawartość płyty. Zdarza się też, że przedpremierowa płyta przesyłana jest drogą elektroniczną w postaci plików mp3, bo tak jest wygodniej. Wiedzą o tym artyści, producenci i media, którzy za każdym razem udają zdziwionych, że płyta jest w sieci. Nigdy jednak nie słyszałem, by skazano za kradzież choćby jedną osobę odpowiedzialną za wyniesienie muzyki z wydawnictwa (sprzątaczkę, menedżera, wokalistę czy realizatora dźwięku). Łapani są wyłącznie ci, którzy udostępnili link do pirackiej muzyki na swoim blogu lub mieli pecha, że opłacona przez artystów firma wyśledziła komputer internauty w sieci torrent i wytoczyła mu pokazowy proces.

Gdybym prowadził sklep z alkoholem w niebezpiecznej okolicy i po każdej dostawie asortymentu zaliczał włamanie, już dawno dałbym sobie spokój z tym interesem. Jeśli faktycznie jest tak ciężko, że artysta przez cały rok pracuje nad płytą, a potem ma z niej pięć złotych, bo internauci rozkradają cały zysk, to ja proponuję Kazikowi i spółce zmienić zawód. W pośredniakach czekają na nich liczne ogłoszenia. Kazik może zostać kasjerem w markecie za 700 zł na rękę, przedstawicielem handlowym za 300 zł plus prowizje albo składaczem długopisów (5 gr od złożonej sztuki). Lepszy świat stoi otworem, bo internauci nie ukradną sklepowej lady i sprężynek do długopisów. Mimo to na okrągło okradani przez internautów artyści nie chcą zmienić branży, bo najnormalniej w świecie im się to nie opłaca. Ile długopisów musiałby złożyć Kazik, aby kupić sobie nową płytę Mansona? 1500 sztuk? No właśnie. I dlatego tego nie robi.

Przypomniał mi się jeden z odcinków kultowego South Parku, w którym chłopcy zostają aresztowani za ściąganie muzyki z internetu, a policjant chcąc pokazać jakie konsekwencje ma ich czyn, zabiera ich na pouczającą wycieczkę na wzór wigilijnej opowieści. Pokazuje im załamanego Larsa Ulricha (perkusistę Metalliki), który chciał sobie kupić złotą klatkę z rekinem do basenu, ale z powodu strat finansowych spowodowanych przez piractwo muzyczne musi poczekać na nią kilka miesięcy. Zapłakana Britney Spears marzyła o najnowszym odrzutowcu Gulfstream IV, ale przez ludzi ściągających muzykę z internetu stać ją było tylko na Gulfstreama III, który nie ma na wyposażeniu pilota do dźwięku surround. Inny znany artysta chciał kupić synowi na urodziny wyspę we Francuskiej Polinezji, ale z powodu piractwa syn będzie musiał zadowolić się zwykłym prezentem. Widząc te przerażające sceny, bohaterowie serialu mówią z przejęciem: "Przepraszamy, już nigdy nie będziemy ściągać muzyki, ludzie muszą pomyśleć o tych strasznych konsekwencjach, bo w przeciwnym razie artyści będą skazani na życie w półluksusie!" South Park jak zwykle celnie podsumował to, co się dzieje na linii artysta-internauta.

Od znanych artystów muzycznych, zwłaszcza niezależnych twórców takich jak Kazik, wymagam by tworzyli dobrą muzykę. Ponieważ są także autorytetami, chciałbym by przekazywali ludziom coś pozytywnego, czym z pewnością nie jest nazywanie internautów kurwami. To nie internauci są winni piractwa. Nielegalne kopiowanie muzyki istniało zanim powstał internet. Problem leży gdzie indziej - w skostniałym systemie producent-klient, gdzie muzyka została sprowadzona do kostki masła sprzedawanej w sklepie. W tym systemie producent i artysta nastawieni są wyłącznie na zysk, zadaniem słuchaczy jest opróżnianie portfeli, a muzyka to towar, który co prawda nie ulega przeterminowaniu i zepsuciu, ale nieprzyjemnego smaku dodaje jej sroga prawno-roszczeniowa postawa autorów. To nie przystoi zwłaszcza niezależnym artystom, którzy w pierwszej kolejności powinni wyłamać się z tego schematu.

Kilka lat temu Paweł Kukiz podczas koncertu na łódzkich juwenaliach powiedział do publiczności: "dziękuję za zaproszenie, wiem że wielu z was nie stać na kupno oryginalnej płyty, dlatego nie mam do was żalu za piracenie mojej muzyki", za co zebrał gromkie brawa. Była to wypowiedź pod publiczkę, ale pokazująca że artysta szanuje fanów, którzy zrzucili się na koncertową gażę dla zespołu, przez co zwróciło się te kilka tysięcy spiraconych płyt. Kukiz nadal nagrywa, nie umarł z głodu, nie zbankrutował, podobnie jak i Kazik.

Tymczasem przemysł muzyczny otwiera nowe fronty walki z internautami. Na celowniku są strony publikujące teksty piosenek i tabulatury. Trudno wytłumaczyć w jaki sposób te materiały działają na szkodę twórców, bo chyba nie obawiają się oni, że ludzie zamiast kupować muzykę zaczną ją sami śpiewać i grać, mając przed sobą słowa i nuty. Tu nie chodzi o walkę z piractwem, lecz o wywołanie szumu medialnego - nowy filar marketingu muzycznego.

Jeszcze niedawno Kazik unikał dziennikarzy, nie udzielał wywiadów, jak prawdziwie niezależny artysta. Dziś udziela ich na lewo i prawo, narzekając na piractwo, stając się zależnym od komercyjnego blichtru. Wolałem tego starego Kazika.

Ludzie ze świecznika powinni zrozumieć, że internet nie jest przyczyną wszelkiego zła. Morderstwa, gwałty, kradzieże, pomówienia, chamstwo, terroryzm, pedofilia, narkomania, alkoholizm i piracenie muzyki istniało zanim powstał internet. Demonizowanie internetu to zachowanie nad wyraz idiotyczne, ale jak widać niestety świetne od strony marketingowej.

Sławomir Wilk
Komentarze:


zzz2009-09-24 16:19
Jestem muzykiem (półamatorem), płytę udostępniliśmy w internecie z założenia - kasę mamy z koszulek i koncertów. Płyta coraz częściej staje się jedynie środkiem promocji zespołu. Jako konsument ściągam masę muzyki, a kupuję to co mi się spodoba.
Pozdrawiam
navajo882009-09-24 16:35
święte słowa panie Sławomirze !!!!! a już nie pamiętają jak piraciły stacje radiowe i każdy mógł sobie nagrać koncert Jimiego w sobotnią noc z Pr III w latach 70 - tych
Ale artkól jest dobry .Pozdrawiam
azet2009-09-24 16:53
Rozumiem święte oburzenie autora, bo jeśli faktycznie jest tak jak pisze - że artyści sami dopuszczają do wycieku muzyki przed premierą - to w znacznym stopniu winni są sobie sami. Nie można rozsypać pieniędzy na ulicy i liczyć na to, że społeczeństwo okaże się uczciwe, pozbiera i odda właścicielowi.

Jednakowoż staram się też zrozumieć punkt widzenia artystów. Za rok ich pracy wąska grupa fanów zapłaci po 50 zł od płyty (bo chcą mieć na półce oryginał), a tysiące czy setki tysięcy internautów będą używać produktu za darmo. Sprawiedliwe to to nie jest.

Problem w tym, że zelektronizowanie wytworów sztuki dało im cechę niemal idealnej kopiowalności. Dawniejsze piracenie kaset wymagało nakładu materiałów (nośnik, nagrywarka) i czasu (nagranie, sprzedaż). To ograniczało możliwości piracenia, a konieczność bezpośredniego dotarcia do klienta stawiała proceder w skali ryzyka na równi ze sprzedażą bimbru na bazarze. Empetrójkę natomiast ściąga się bezkosztowo w kilka sekund, praktycznie zero ryzyka i zero kosztów. Nie ma przestępstwa, z którym by to można porównać. Zatem nawet gdyby albumu upilnowano przed premierą, to zaraz po wystarczy, że jeden fan zripuje dzieło i już otwierają się szerokie wrota do masowej, złodziejskiej multiplikacji.

Czasem się zastanawiam jak temu zapobiec. Argument klienta jest taki: "gdyby płyta kosztowała 7 zł, a nie 50, to bym ją kupił". Argument twórców jest taki: "gdybyśmy wiedzieli, że każdy kupi uczciwie naszą płytę, to sprzedawalibyśmy ją po 4 zł i wszystkim by wystarczyło zysków". Rzecz w tym, że całych rzeszy internautów nie stać nawet na tyle uczciwości, by wydać 1 zł. Po co, skoro można za darmo? Już sama konieczność wykonania płatności tej złotówki wielu leniwców zniechęca. Dlatego wydaje mi się, że artystom nie pozostaje nic innego jak chronić swoje dzieła przed piractwem, czyli to co już robią.

Sprzedaż utworów przez internet z opisanych wyżej przyczyn nie sprawdziła się, ale może powiodłoby się "kupowanie grupowe". Określa się z góry koszty techniczne oraz zyski artystów i pośredników, jakie na danej płycie chcą osiągnąć na nowej płycie, a następnie ogłasza zapisy na nią. W miarę zapisywania się internautów jednostkowa wymagana cena maleje, aż osiągnie rozsądny poziom (a im niższa cena, tym szybciej przybywa chętnych). Wreszcie zamyka się listę, zbiera wpłaty i wypuszcza płytę jednorazowo do wszystkich. Potem już mogą sobie piracić, artysta zarobił co chciał. Jedyny minus tej operacji to to, że jest trochę kupowaniem kota w worku. Ale i na to byłby sposób, bo potencjalni klienci mogą przecież dostać krótkie sample. Dodam, że przy "budowaniu księgi popytu" na akcje spółek akcyjnych podobny mechanizm jest znany i skuteczny od dawna. Czemu tu miałby nie zadziałać?

Kurwa, wyszło mi to jak drugi wpis : )
Radon2009-09-24 17:10
Nic dodać nic ująć!
R.R2009-09-24 18:33
Na pewno nie kupie płyty kogoś kto mnie nazwał 'kurwą' ;]
tomek2009-09-24 18:34
"Z czasów szkolnych pamiętam, że wśród ludzi krążyły kasety ze skopiowanymi albumami muzycznymi. Oryginały miał mało kto. Na tych kasetach wychował się Kazik i jego zespół, a także całe pokolenie obecnych muzyków."

A skąd wiesz, że Kazik czy ktoś z kultu się na tym wychowywał co? Rozmawiałeś z tymi ludźmi, znasz ich? Jeśli nie to nie pisz bredni. Ja znam ludzi, którzy potrafili za komuny wydać całą pensję na jednego winyla!

I jeszcze taka jednak szybka, krótka piłka: jak Ty byś się czuł gdyby ktoś przed opublikowaniem buchną Ci ten tekst. Opublikował jako swój i na wykop? Hymmm?

Domyślam, się że nie zobaczę swojego komentarza, bo na razie dominują tutaj pochwalne laurki.
Samael2009-09-24 19:02
Niestety to Polska wlasnie - tysiace posrednikow, ktorzy tez chca skubnac cos dla siebie...Poza tym zarobki - zarobki ugandyjskie,a ceny europejskie i tu wlasnie jest pies pogrzebany ! Dlaczego ludzie pracujacy i zyjacy za granica kupuja oryginaly - bo ich stac ! Poza tym mam kolegow Irlandczykow,ktorzy wydali plyte wlasnym kosztem i przedawali ja po 20 euro...+ t-shirt ! Im nie zalezy na kasie tylko na odbiorcach,bo muzyka obroni sie sama.Ja tez sciagam,ale jak plyta dobra to ja kupie - PROSTE !! Kazik niestety sie skurwil i traktuje fanow jak dojna krowe, ktora trzeba doic ! Skad wie jak album sie spodoba ?! Moze on lubi kupywac ,kota w worku ja nie ! Moze niech pomysli ilu nawet z tych co sciagneli mp3 idzie na koncert !!
Mike2009-09-24 19:16
Pojawienie się transatlantyckich połączeń lotniczych po pewnym czasie doprowadziło do upadku wielu przedsiębiorstw żeglugowych obsługujących połączenia transatlantyckie. Ludzie związani z branżą musieli pogodzić się z rozwojem techniki a konkretnie lotnictwa. Ich czasy już się skończyły, tak samo jak skończyły się czasy kaset których nie można było w nieskończoność kopiować. W tamtych czasach sprzedawanie płyt opłacało się gdyż nie istniał powszechnie dostępny sposób łatwego i bezstratnego skopiowania utworu. Dziś nadeszła era internetu i czasy artystów którzy sprzedawali płyty się skończyły podobnie jak okres transatlantyków. Powinni się z tym pogodzić i tyle a nie udawać że nic się nie zmieniało i próbować sprzedawać coś, czego już nie da się sprzedać w tradycyjny sposób.
m2009-09-24 20:07
Panie Autorze,
chciałbym tylko zauważyć, że Kazik nie internautów nazwał kurwami, a osoby które ściągnęły skradzioną płytę. Moim skromnym zdaniem robi to dużą różnicę. Polecam poczytać forum kultu.
jrs2009-09-24 20:08
Kiedyś do Marcin Świetlicki (w nawiązaniu do niesławnych słów Kazika "wszyscy artyści to prostytutki") śpiewał "My jesteśmy kurwy [...] My nie ufamy prostytutkom".

Nie ufajmy prostytutkom :)
Anna2009-09-24 20:10
Kazik zapomnial jak sam spiewal: "Prawdziwie wiarygodny jest artysta głodny / Artysta syty nie ma nic do powiedzenia / Chce picia i jedzenia / Nie chce nic zmieniać"
chris2009-09-24 22:37
do AZET:

Argument twórców jest taki: "gdybyśmy wiedzieli, że każdy kupi uczciwie naszą płytę, to sprzedawalibyśmy ją po 4 zł i wszystkim by wystarczyło zysków"

Z gory zalozyles ze ludzie sa nieuczciwi. Zreszta w twojej pierwszej wypowiedzi potwierdziles to , mowiaz k.. . Jako fan po slowach Kazika sprzedalem wszystkie plyty (Kult i Kazik etc.)na alegro [zwrot kosztow zakupu]. Z kopiowalem do mp3 wszystkie plyty i nastepna napewno sciagne gdzies z netu. Nie pojde juz na koncert i nnie kupie koszulki. Wiem moze jestem sam ale jak takich jak ja bedzie 10tys. to moze odczuje respekt do fanow. Swoja droga kiedys projektowalem okladki do plyt i proceder piractwa jest taki szybki ze material ktory oddalem do drukarni w piatek, w sobote mozna bylo juz kupic na bazarze. Rozmawialem z wieloma muzykami i koszt plyty moze byc i 4 i 10 zl, ale ktos sie musi po drodze nazrec. Rob Staszewski tak dalej a fanow "bedzie" przybywac (sarkazm).
Jakub2009-09-24 23:15
heh. czytając ten artykuł zaciekawiłem się bardzo i wdrazyłem w jego treść. pierwsza rzecz dotycząsa przestępstw. jestem skazany za p2p. zastanawia mnie czemu dostałem wyrok rok na trzy, identycznie jak za pobicie z premedytacją i nieświadome spowodowanie śmierci. tak... to prawda. do Tomka. ja znam wielu artystów i wiem, że mimo dużych pieniędzy nie kupują sobie płyty do auta tylko ciągną z internetu ILE WLEZIE!!! sami robią to o co chcą nas sądzić. napisałeś, że ktoś by buchnął tekst i opublikował jako swo. a czy ktoś zabrał kazikowi piosenke? NIE!!! więc pomyśl o tym co piszesz:/
wytłoczenie płyty wraz z opakowaniem i okładką kosztyje 3$ usd, czyli około 10zł. więc dlaczego POLSKA CENA to 50zł?? dla 5 utworów mam to kupić? przecież płace 100zł za internet miesięcznie, a wiadomo nie służy on tylko do wysyłania e-maili. żeby grac legalnie na dyskotekach płace 100zł miesięcznie. dostaje za te pieniadze licencje i 10 płyt. furora:D tylko szkoda, że dostaje się taka muzyke jaka nie przejdzie na imprezie. więc o czym tu dyskutować?
a co do Kazika sam kiedyś powiedział, że pamięta czasy kiedy przegrywał na jamniku kasety od starszego kolegi... i cos tam dalej. i kto tu jest kurwa??
gośćzwykopu2009-09-25 00:35
Z góry przepraszam za mały offtopic.

W sprawie Kaczora - oto dokładny tekst jego wypowiedzi: "Osobiście nie jestem zwolennikiem zmuszania ludzi do brania udziału w wyborach ani też znacznych ułatwień jeśli chodzi o oddawanie głosu. Akt głosowania powinien być według mnie czynnością poważną, świadomą, wymagającą pewnej fatygi. Nie jestem entuzjastą tego, żeby sobie młody człowiek siedział przed komputerem, oglądał filmiki, pornografię, pociągał z butelki z piwem i zagłosował, gdy mu przyjdzie na to ochota. Zwolennicy głosowania przez Internet chcą tę powagę odebrać. Dlaczego?"

Wypowiedź była o głosowaniu przez internet. Można się z nią zgadzać lub nie. Nie było wprost oceny internautów, to tylko kwestia interpretacji. Bez urazy, ale chyba najbardziej obrażony rzeczywiście czuć się może kto pije, ogląda i... się tego z jakichś powodów obłudnie wstydzi. Można być przeciwnikiem głosowania przez internet lub przeciwnikiem. Można lubić Kaczora lub nie, ale tekst o jakiejś wielkiej i specjalnej obrazie internautów zaczyna chyba się stawać miejską legendą. Czy lubię Kaczora, czy nie lubię, czy mam stosunek obojętny - jedno wiem: nie lubię chamskiej manipulacji. Dotyczy to zwłaszcza opisu na wykop.pl - proszę zobaczyć.

Było tysiące gorszych wypowiedzi, że internauci to... nie, nie będę cytował. Zresztą warto poszukać, co sam ś.p. Stanisław Lem kiedyś powiedział, bo to była dopiero (baczność) OPINIA (spocznij) o internautach! I to wprost! Ale nawet gdy jeszcze nasz wielki pisarz żył, jakoś nikt się nie obraził, czy nie zgorszył...
tamok2009-09-25 00:44
A ja proponuję po prostu olać Kazika i najnowszą płytę Kultu. Sam ani jej nie kupię ani nie ściągnę, niech sobie ją zeżre.
MMe2009-09-25 08:10
Kukiz jako wzór? Chyba Panu umknęło:
http://wyborcza.pl/Biznes/1,82247,6515734,Internetowi_piraci_to_zlodzieje.html
iss2009-09-25 11:32
"gdybyśmy wiedzieli, że każdy kupi uczciwie naszą płytę, to sprzedawalibyśmy ją po 4 zł i wszystkim by wystarczyło zysków"
@azet:

Proszę spróbować po południu kupić jakąś gazetę codzienną z dołączoną płytą. Cena jest wyższa o 5-7 złotych w stosunku do regularnej ceny, ale jak dzień wcześniej nie poprosi się o odłożenie, to się nie dostanie. Zawartość płyty nie ma żadnego znaczenia.
bongozz2009-09-25 17:17
@tomek
"A skąd wiesz, że Kazik czy ktoś z kultu się na tym wychowywał co? Rozmawiałeś z tymi ludźmi, znasz ich? Jeśli nie to nie pisz bredni. Ja znam ludzi, którzy potrafili za komuny wydać całą pensję na jednego winyla!"

Tak sie skalda, ze KazimierzStaszewski sam sie z tego spowiadal, mowiac, ze sie upragnione winyle od kumpli przegrywalo.
śmiech na sali2009-09-25 18:15
Przede wszystkim, Panie Wilk, proszę wskazać cytat, gdzie Kazik nazwał INTERNAUTÓW kurwami. O ile umiem czytać ze zrozumieniem, to epitet ten skierowany był do złodziei.
Mike2009-09-25 21:31
@śmiech na sali
"Kto podniósł kradzione jest dla mnie kurwą" - oto ten cytat i dotyczył osób które pobrały płytę która wyciekła. Niektórzy piszą że dotyczy to tylko osób które pobrały jedną konkretną płytę ale w innych wywiadach Kazik pisze że każdy kto wysyła i pobiera muzę z neta kradnie a więc wynika z tego jasno, że dla Kazika każdy kto ściągnął muzę jest kurwą (tak tak, wrzuta i YouTube też się liczy!) w końcu skoro ktoś wysyła kardanie to ktoś inny podnosi kradzione...
kaktus2009-09-25 22:07
dodam tylko od siebie, że gdyby nie szum w mediach (a do mnie media bardzo ciężko docierają) to o nowej płycie Kazika bym nic nie wiedział. Kazik do nie rozbierze się na rozkładówce, więc musi inaczej się zareklamować. Ech, nowoczesny marketing.
(a płyty kupuję, czasem).
PS: L.U.C. sprzedaje swoje płyty na allegro.
Wojtek2009-09-26 10:45
Po calym tym zamieszaniu z wyciekiem najnowszej plyty Kultu sprawdzilem z ciekawosci czy ich dyskografia dostepna jest w ogromnie popularnym systemie, ktory zwie sie Spotify. Nie znajduje sie i byc moze nie ma w tym nic dziwnego skoro serwis nie jest udostepniany na terenie Polski (mieszkam obecnie w Londynie). Czym jest Spotify? To program wygladem przypominajacy iTunes za pomoca ktorego mozna za darmo i calkowicie legalnie sluchac milionow kawalkow opublikowanych tam za zgoda wytworni muzycznych. Po ok. 30 minutach odsluchiwania muzyki wlacza sie reklama radiowa trwajaca ok. 30-60 sekund. Jesli nie chce sie tych reklam sluchac, mozna wykupic sobie miesieczna subskrypcje za 10 funtow. U mnie w biurze kazdy jeden pracownik korzysta z tego programu (a w Europie juz ponad 5 milionow osob). Wszyscy wygrywaja: uzytkownik moze sluchac muzyki za darmo (warto tu zaznaczyc, ze po kliknieciu "play" muzyka od razu zaczyna grac i nie ma zadnego buforowania!) a wytwornie dostaja pieniadze z reklam i subskrypcji. Poszukalem innych polskich wykonawcow i znalazlem T.Love, Pudelsow, Dode, Feel, Behemotha. Znalazloby sie ich pewnie wiecej. Moze Kazik i SP Records powinno udostepniac tam swoje utwory i czerpac zyski zamiast oczekiwac, ze w dobie swobodnej wymiany informacji ich plyty nie wyciekna predzej czy pozniej do internetu?
azet2009-09-27 18:57
Gdy zapoznałem się z dosłownym cytatem tego, co Kazik powiedział, przemyślałem sprawę raz jeszcze. Kazik ma rację. Kto podnosi kradzione, jest kurwą. Polska jest pełna kurew. Ciekawi mnie, czy Kazik jest od kurestwa wolny. Czy uczciwie zapłacił wszystkie podatki, nie ukrył żadnego dochodu z koncertu, chałtury czy czegokolwiek, nie jechał na gapę, nie miał lewego zwolnienia, nie kserował więcej niż wolno, nie unikał płacenia abonamentu RTV, nie kupił alkoholu ani papierosów bez akcyzy, nie kupił żadnych narkotyków i nigdy nie złożył fałszywego oświadczenia. Jeśli Kazik jest od tego wszystkiego wolny, to może się uważać za wyjątek czystości wśród skurwiałych Polaków. I tego mu gratuluję.
Sceptyk2009-10-05 09:50
Tworzycie nadinterpretacje. Zarówno Sławek Wilk jak i komentujący ten całkiem fajny wpis.

Jeśli Kazik posłużył się słowami "Kto podnosi kradzione, jest kurwą" bredzi głupoty. Ten, kto cokolwiek podnosi to zbieracz, "podnosiciel" a nie kurwa. Kurwa to zgodnie z definicją SJP PWN "ten, kto dla osiągnięcia korzyści postępuje w sposób moralnie naganny".

Sławek Wilk bredzi pisząc, że "Kazik nawa Internautów kurwami". Kazik mówi coś w formie prawa (a kto "cośtam" to "cośtam innego").

Kazikowe prawa gówno mnie obchodzą i nie czuję się jest "prawem" dotknięty. Ale może czuć się ten, kogo dotyczą, czyli osoba, która "podnosi kradzione".
Tak czy inaczej, miłego słuchania Kazikowych wypocin :)

Ja go nie słucham. Nie lubię.
beta2009-10-11 00:00
Zgadzam się z autorem artykułu w kilku sprawach - po pierwsze nie da się utrzymać starych form, gdy już pojawiły się nowe, dogodniejsze, po drugie rzeczywiście zapomniał kazik jak cielęciem był, po trzecie może nieprzypadkowo do sieci trafiają płyty przedpremierowe.

Moje zdanie w tej kwestii jest takie - każdy kij ma dwa końce, być może rzeczywiście ściąganie muzyki uszczupla bezpośrednie zyski artystów związane ze sprzedażą płyt, ale z całą pewnością rozpowszechnianie muzyki zespołu, nakręca mu znacząco popularność i wszystko co za tym stoi - sprzedaż płyt, koncertów, gadżetów...

To trochę jest chyba tak, jak z szarą strefą w gospodarce - z jednej strony do budżetu nie wpływają należne podatki, ale z drugiej nakręca się koniunktura. Dlatego państwo z szarą strefą szczególnie gorliwie nie walczy.

Nie sądzę żeby artystom opłacało się walczyć z taką formą promocji jak wymiana plików przez internautów, czy wrzuty na youtube.

I ostatnia sprawa, zwykle jak ktoś chce kupić płytę, to kupi, nawet jeśli wcześniej ją ściągnął.

Ściągam muzykę, filmy, czasem e-booki, w sumie sporadycznie. Czuję się podobnie jak wtedy, gdy (znacznie częściej) pożyczam książkę od koleżanki, a kiedy mi się spodoba pożyczam jeszcze innej. Czy jestem złodziejkę pożyczając książkę? Przeze mnie autor zarabia mniej, wydawnictwo też...

owsik2009-10-11 18:18
Zgadzam się w pełni a autorem artykułu. sam praktykuje ściąganie z internetu zwłaszcza muzyki, ale robię to po to, by zobaczyć czy nie kupie kota w worku. Po przesłuchaniu stwierdzam czy warto czy nie i kupuje (lub nie kupuję płytę.
fan Fogga2009-10-23 20:28
Czy naprawdę nie widzicie różnicy między latami 70/80, kiedy świadomość i wiedza społeczeństwa na temat praw autorskich, własności intelektualnej itd była zerowa lub bliska zeru (nie istniało chyba nawet takie prawo!) a wiekiem XXI, kiedy prawa autorskie i ustawy są powszechnie znane, a technolgia jest 20 poziomów wyżej niż Kasprzak czy szpulowy Grundig??

Kazik nagrał występ Zepellinów z radia... A autor pewnie (lub jego rodzice) nagrywali Grażynę Świtałę czy grupę Vox...

Naprawdę nie widzicie różnicy?
TechnoWiking2009-10-24 11:11
@Wojtek: odnosnie Spotify - no w Szwecji tez Spotify rzadzi! cena 100SEK (okolo 40pln) za miesiec bez reklam. lub darmo z reklamami.
juz mowie jakie plyty polskich artystow maja szanse byc w sklepach z muza oraz uslugach streamingowych: te ktore wydawane sa w glownych wytworniach lub galeziach independent nalezacych do glownych wytworni.
Niestety SP-R sie do nich nie zalicza i musialo by samo pchac sie i prosic o to zeby ich muzyke tam prezentowac.
W polsce tez ruszyl taki serwis - niemniej nie jest to program (jak spotify) a aplikacja web, jest dosc toporny jesli chodzi o tworzenie playlist i szukanie muzyki. Ale o dziwo mozna pliki pobierac. Nie mam bladego pojecia jak z legalnoscia tego serwisu ale poki co dziala (joogle).

Pozdrawiam
TechnoWiking2009-10-24 11:16
@beta: Przyklad z ksiazkami to przyklad dozwolonego uzytku wlasnego opisanego w PAiPP. to samo tyczy sie muzy i filmow.

specnaz2009-10-30 01:33
Jedynie wiarygodny jest artysta glodny
Artysta syty nie ma nic do powiedzenia chce picia i jedzenia - nie chce nic zmieniac - czy cos takiego
Dawid2011-05-19 14:13
Ciekawą kwestią jest legalność stron z linkami albo kodami plików programów p2p. Peb, rapidshare, osloskop- skoro uznajemy piractwo za coś złego, może warto przyjrzeć się temu problemowi, zwłaszcza, że generuje on ogromne dochody właścicieli takich witryn?

Dodaj komentarz:

Podpis: (wymagane)
Adres Twojej strony WWW: (opcjonalnie)
Twój adres e-mail: (opcjonalnie)
Treść komentarza:
Antyspam: policz ile
wynosi jeden plus dwa:
(wymagane)