INTERNET, NOWE TECHNOLOGIE, WEBDEVELOPMENT, BADANIE INTERNETU

22 WRZEŚNIA 2010  /  PRAWO  /  14 KOMENTARZY

POLSKIE INSTYTUCJE PUBLICZNE ŁAMIĄ PRAWO NIE ODPOWIADAJĄC NA MAILE OBYWATELI

Pozarządowa organizacja sprawdziła, jak w państwowych instytucjach respektowane jest prawo dostępu do informacji publicznej. Według ustawy z 2001 r. każdy urząd, szkoła, sąd czy szpital ma obowiązek w ciągu 14 dni odpowiedzieć na pytanie obywatela, dziennikarza czy przedsiębiorcy dotyczące funkcjonowania instytucji. Prawo dostępu do informacji publicznej pełni ważną funkcję w demokratycznym kraju. Gwarantuje jawność przestrzegania prawa i umożliwia społeczną kontrolę na każdym etapie funkcjonowania państwowej placówki. Tyle teorii. W praktyce urzędnicy na publicznych etatach zamiast stać na straży jawności informacji, robią co mogą, aby informacje trzymać w tajemnicy i nie wypuścić na zewnątrz. Pozarządowe Centrum Dostępu do Informacji Publicznej wysłało pytania do 368 instytucji (czytaj: Urzędy tajemnic wszelakich). Część pytania wysyłana była pocztą elektroniczną, część listami poleconymi. Zdecydowana większość, bo 73% podmiotów, nie odesłało odpowiedzi. Najgorzej wypadły szkoły, bo tylko 7% tych placówek udzieliło informacji, a najwięcej odpowiedzi przyszło z urzędów miast i starostw - "aż" 40% tych placówek odpisało zgodnie z ustawą o dostępie do informacji.

Autorzy badania podają, że najczęstszą reakcją urzędnika był po prostu brak odpowiedzi. Często spotykano się z żądaniem ponownego przedstawienia zapytania w postaci odręcznie podpisanego wniosku, uzyskanie odpowiedzi bezprawnie uzależniano od podania celu w jakim składa się pytania, a dyrektor jednego ze szpitali zażądał nawet udowodnienia posiadania polskiego obywatelstwa od osoby wysyłającej pytanie.

Sprawę opisują lokalne media. "Dziennik Łódzki" (czytaj: Urzędy w Łódzkiem lekceważą e-maile mieszkańców) podaje, że autorzy badania wysłali pytania do 19 instytucji z woj. łódzkiego, ale odpowiedzi nadeszły tylko z trzech. "Nigdy nie było takiej sytuacji, że nie odpowiedzieliśmy na e-maila" - twierdzi urzędnik z piotrkowskiego urzędu i dodaje, że "praktyka jest taka, że jeśli ktoś pyta, a odpowiedzi nie dostaje, to wysyła przypomnienie. Jesteśmy tylko ludźmi. A tu nikt się nie przypomniał".

Zielonogórska Wyborcza (czytaj: Obywatel może sobie pytać. Odpowiedzi nie będzie) podaje, że na 13 zapytanych instytucji odpowiedź przysłała tylko jedna. Doradca prezydenta Zielonej Góry ma prostą odpowiedź na zarzut łamania prawa: "Być może taki mail do nas nie dotarł. To tylko poczta elektroniczna i takie rzeczy się zdarzają".

W płockiej Wyborczej (czyta: Urzędnicy milczą jak zaklęci, obywatelom nie odpowiadają) jeden z dyrektorów płockiego starostwa tłumaczy się następująco: "Trudno mi powiedzieć, dlaczego akurat ten mail pozostał bez reakcji, bo na wszystkie takie pytania odpowiadamy".

Tłumaczenia urzędników tyczą się poczty elektronicznej, ale pytania wysyłano także listami poleconymi, które również pozostawały bez odpowiedzi. Urzędnicy zarzekają się, że brak odpowiedzi z ich strony jest absolutnie niemożliwy, a jeżeli już, to są to jednostkowe przypadki. Trudno jednak w ten sposób tłumaczyć brak odpowiedzi na trzy czwarte wysłanych pytań. Autor raportu twierdzi, że od poczty elektronicznej znacznie większą moc ma wniosek złożony na papierze, ponieważ w Polsce wciąż panuje kult pieczątki i kawałka papieru. Wysyłanie pytań do publicznych instytucji przy pomocy poczty elektronicznej jest dopuszczalne jak każda inna forma kontaktu i urzędnicy powinni traktować korespondencję mailową równie pieczołowicie jak papier z pieczątką i odręcznym podpisem. Według zapisów ustawy nie ma bowiem wymogów co do formy zadawania pytań.

Mi osobiście ani razu nie zdarzyło się, że mail wysłany do kogoś nie dotarł (za wyjątkiem sytuacji typu źle wpisany adres czy skrzynka została usunięta). Urzędnicze zwalanie winy na niepewność poczty elektronicznej to zwykłe odwracanie uwagi od niekompetencji osób pracujących w wielu publicznych instytucjach. Nie znam również praktyki opisanej przez jednego z urzędników, że obywatel po złożeniu wniosku ma przypominać o sobie w państwowych urzędach, na wypadek gdyby urzędnik o nim zapomniał. Sprawy załatwiane w państwowych instytucjach nie są przecież koleżeńskimi przysługami i obowiązkiem pracownika urzędu jest, zgodnie z procedurą, odnotować wpłynięcie wniosku, nadać mu bieg i doprowadzić do końca.

Sławomir Wilk
Komentarze:


Grzegorz2010-09-22 14:30
Gdyby wiadomość nie dotarła do adresata z przyczyn technicznych, to nadawca otrzymałby stosowną informację o niemożności dostarczenia wiadomości z kodem błędu (wskazującym na przyczynę, np. adres nie istnieje). Zwykłe wykręty, wciskane mniej zorientowanym w temacie internautom.
azet2010-09-22 14:43
Trochę to ja ich rozumiem, jakby zaczęli odpowiadać, a co niektóre osoby zorientowały się, że odpowiadają, to jest ryzyko, że niektórzy zawalaliby urzędy dla draki lub ze złośliwości. Mógłby powstać taki urzędniczy trolling. Nie bez powodu w wielu przypadkach różnych procedur urzędowych dopuszcza się korespondencję tylko papierową - jak już człowiek musi się pofatygować na pocztę, to się dziesięć razy zastanowi czy i co chce napisać.

Ale brak odpowiedzi na listy polecone uważam już za karygodny. Podobnie brak odpowiedzi mejlowej choćby zdawkowej, typu "prosimy o nadesłanie pytania w formie papierowej" też mnie denerwuje.

Ciekawe badanie. A może ktoś wie - jakie (i czy jakieś w ogóle) konsekwencje grożą urzędnikowi, który nie odpowiedział w terminie? Kilka akcji karnych i by się sprawa wyprostowała...
Sławomir Wilk2010-09-22 14:51
Azet: w jednym z podlinkowanych artykułów pojawia się taka informacja:

"Za tego typu zachowanie urzędnikowi grozi kara grzywny i pozbawienia wolności do roku. Za brak odpowiedzi na pytania obywateli w Polsce nikt jeszcze do więzienia nie poszedł, ale Henzler kojarzy trzy czy cztery przypadki, w których urzędnicy skazani byli na karę grzywny. Tracili przy okazji swój status osoby niekaranej. A w związku z tym - możliwość pracy jako urzędnicy."
Sławomir Wilk2010-09-22 14:58
Azet: trolling można stosować także na papierze, na przykład wysłać w jednej kopercie tysiąc pytań. Poza tym liczba pytań dotycząca urzędu jest skończona, a większości odpowiedzi można udzielić przy pomocy gotowców. Pytanie wysłane listem poleconym jest też długotrwałe w obsłudze. Pismo trzeba przeczytać, jeśli pytania dotyczą różnych działów trzeba biegać bo całym urzędzie lub rozdawać kserówki, potem wszystko spisywać na jednej kartce, drukować, zanosić na pocztę i koniecznie wysyłać poleconym (koszty!). W przypadku odpowiedzi mailowej tego problemu nie ma. Jest mail z pytaniem ile samochodów służbowych jest w urzędzie, jeżeli są trzy, to się odpisuje "trzy" i wciska "wyślij".
Marcin Robak2010-09-22 15:11
Co ciekawsze tematy z ustawy o dostępie do informacji bublicznej.
Art 13
Jeżeli informacja p nie może być udostępniona w terminie określonym w ust. 1 (14 dni - przypis), podmiot obowiązany do jej udostępnienia powiadamia w tym terminie o powodach opóźnienia oraz o terminie, w jakim udostępni informację , nie dłuższym jednak niż 2 miesiące od dnia złożenia wniosku.
Art 23
kto, wbrew ciążącemu obowiązkowi nie udostępnia informacji publicznej podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.

Ustawa nie precyzuje sposobu w jaki ma składany wniosek. Co więcej, dopuszcza formę ustną tym bardziej więc formę elektroniczną. Tłumaczenie że to zasypuje urząd jest więc troszkę nijakie.

Tak mi przyszło do głowy, że w sytuacji kiedy urząd usilnie odmawia informacji należy po prostu pozwać jego naczelnika do sądu. Kara jest wyraźnie zapisana w ustawie. Uwaga tylko na to że nie każda informacja jest informacją publiczną. To pojęcie jest też sprecyzowane w ustawie. Tak samo jak to że urząd może ogłaszać informacje w Biuletynie Informacji Publicznej (więc nie musi powtarzać informacji tam już zawartych).
Mariusz2010-09-22 18:38
Szanowny Sławomirze, niestety prawdą jest, że mail może nie trafić do niektórych urzędów i może po nim ślad zaginąć. Problem bierze się jak zwykle z banalnego powodu, a mianowicie wewnętrzne sieci urzędów są chronione wszelakimi sposobami przed wszelką ingerencją z zewnątrz i dla przykładu również przed spamem. Jedną z metod odrzucania wiadomości elektronicznych jest tak zwana czarna lista serwerów spamowych. Ponieważ przeciętny polski obywatel korzysta z ogólnie dostępnych serwisów pocztowych może tak się wydarzyć i zdarza się, że ten serwer trafi na taką listę. W tym momencie wiadomość jest blokowana. Pojawia się pytanie dlaczego obywatel nie otrzymuje informacji o takim zdarzeniu. Odpowiedz jest banalna, system zabezpieczający serwer pocztowy ignoruje wiadomości oznaczone jako niechciane aby nie dopuścić do przeciążenia. To tyle w wielkim skrócie.
Na zakończenie zgodzę się z tym, że zapisy w ustawie o dostępie do informacji publicznej nie są w całości realizowane, ale jak już wspomniał Marcin Robak istnieją już w większości urzędów serwisy webowe zawierające Biuletyn Informacji Publicznej, który w dużym stopniu spełnia zadania nałożone przez ustawodawcę.
azet2010-09-22 21:20
Mariusz mi zaimponował.
Gosia2010-09-24 09:10
Przydałaby się standaryzacja tytułów e-maili kierowanych do instytucji. Z doświadczenia wiem, że gros ludzi w ogóle nie tytułuje swoich wiadomości. Zapewne pomogłoby to na wprowadzenie filtrów uniemożliwiających usunięcie zapytania.
Sceptyk2011-01-03 17:22
Do zagadnienia trzeba podejść z innej strony. Mamy w Polsce coś takiego jak ePUAP http://epuap.gov.pl . Platforma ta za nasze ciężko zarobione pieniądze prowadzi komunikację z urzędami.

Nie ma, ze boli. Pismo wysłane do urzędu za pomocą ePUAP jest do niego wysłane na 100%. Inna sprawa to kompletny bajzel, jaki jest w tym systemie. Polecam uwadze. Kiedyś powinni to wszystko nasi programiści ulepszyć. Niemniej jednak na chwile obecna jest to jedyna droga do urzędu. Wysyłanie maili na "normalne" skrzynki e-mail mija się z celem.
Carlos2015-11-18 11:05
też uważam, że urzędnicy ściemniają z tym nieodbieraniem niedocieraniem maili itp. a w moim życiu to pisma z urzędu dostawałem tylko w niesypmatycznym tonie z pieczęcią i najcześciej polecone ;) najgorsze było ze skarbówki jak pojecahłem do kanady się działo!! coś jak tu, ktoś tez miał stresa: http://www.eporady24.pl/wezwanie_do_urzedu_skarbowego_osoby_pracujacej_za_granica,pytania,15,92,1900.html ale skoczyło się dobrze :)
Jan Kopera2015-12-08 14:22
Sześć lat jestem bezdomny . Wystąpiłem do m.o.p.społecznej Wrocław .Pani kierownik nie przyjęła podania o zapis w rejestrze .Po prostu zostałem wyrzucony za drzwi . Napisałem list[ polecony]na ręce Pana Prezydenta miasta Wrocław Rafał Dutkiewicz .Ponieważ jestem bezdomny i nie posiadam adresu do korespondenci podałem nu.tel.komórkowego ,którego jestem posiadaczem [784 326 363]Przesyłka polecona -mam potwierdzenie [data nadania 26-10-2015 ]NA DZIEŃ 08-12-2015 BRAK ODPOWIEDZI Z KANCELARII PREZYDENTA M.WROCŁAW .CZY PREZYDENT MORZE NARUSZAĆ PRAWO I KONSTYTUCJĘ NA KTÓRĄ TO SKŁADAŁ ŚLUBOWANIE
bezdomny2015-12-08 14:36
DLACZEGO W ADMINISTRACJI POLSKIEJ PRACUJĄ PO MATURZE A PO PRAWIE I ADMINISTRACJI MUSZĄ EMIGROWAĆ ZA GRANICĘ - CZYŻBY MATURA BYŁA WYŻSZYM WYŻSZYM NIŻ PIĘCIOLETNIE STUDIA ?
Marzena2016-10-23 13:54
A jak ten urzednik ma odpowiedziec na zwyklego maila ze swojego urzedowego maila? jest ochrona danych osobowych, jego dane tez sa chronione !?
Marzena Rys2016-10-23 13:54
A jak ten urzednik ma odpowiedziec na zwyklego maila ze swojego urzedowego maila? jest ochrona danych osobowych, jego dane tez sa chronione !?

Dodaj komentarz:

Podpis: (wymagane)
Adres Twojej strony WWW: (opcjonalnie)
Twój adres e-mail: (opcjonalnie)
Treść komentarza:
Antyspam: policz ile
wynosi jeden plus dwa:
(wymagane)