INTERNET, NOWE TECHNOLOGIE, WEBDEVELOPMENT, BADANIE INTERNETU

PRAWO
< 1 2 3 >

27 MAJA 2011  /  PRAWO  /  8 KOMENTARZY
Kilka dni temu do firmy w której pracuję przyszedł przedstawiciel firmy, zajmującej się organizowaniem kampanii reklamowych w wyszukiwarce Google, a konkretnie pośredniczeniem w wykupowaniu reklam AdWords. Dowiedziałem się, że najtańsza kampania to 1400 zł, z czego 400 zł to prowizja pośrednika, a 1000 zł to koszt wykupienia reklam Google. Gdzie jest sens tej operacji, skoro sam mogę wykupić te reklamy, oszczędzając na prowizji? Otóż pośrednik zajmuje się "optymalizacją reklam" i "minimalizowaniem kosztów kliknięcia". Był laptop i prezentacja różnych wykresów, do tego zachwalanie know-how firmy, która podobno przeprowadziła już setki podobnych kampanii. Nie dałem się na to nabrać, ale jest wiele firm, które ugną się przed roztoczoną wizją zwiększonych obrotów, pochodzących z internetowej reklamy. Jest to typowa próba oszukania firmy, poprzez oferowanie jej wirtualnych usługi internetowych, których skuteczność jest zerowa. Podobnych spotkań na przestrzeni lat odbyłem wiele i ani jedno nie było uczciwie przeprowadzone.
››czytaj całość          8komentarzy
22 WRZEŚNIA 2010  /  PRAWO  /  14 KOMENTARZY
Pozarządowa organizacja sprawdziła, jak w państwowych instytucjach respektowane jest prawo dostępu do informacji publicznej. Według ustawy z 2001 r. każdy urząd, szkoła, sąd czy szpital ma obowiązek w ciągu 14 dni odpowiedzieć na pytanie obywatela, dziennikarza czy przedsiębiorcy dotyczące funkcjonowania instytucji. Prawo dostępu do informacji publicznej pełni ważną funkcję w demokratycznym kraju. Gwarantuje jawność przestrzegania prawa i umożliwia społeczną kontrolę na każdym etapie funkcjonowania państwowej placówki. Tyle teorii. W praktyce urzędnicy na publicznych etatach zamiast stać na straży jawności informacji, robią co mogą, aby informacje trzymać w tajemnicy i nie wypuścić na zewnątrz.
››czytaj całość          14komentarzy
21 WRZEŚNIA 2010  /  PRAWO  /  6 KOMENTARZY
Specjaliści z katowickiego laboratorium informatyki śledczej Mediarecovery policzyli, że statystyczny komputer polskiego użytkownika ma zainstalowane nielegalne oprogramowanie warte 5000 zł. Według danych GUS, w 2008 roku 7.4 mln gospodarstw domowych posiadało przynajmniej jeden komputer. Z tego wynika, że wartość nielegalnego oprogramowania zainstalowanego w polskich domach to łącznie 35.4 mld złotych! Dla porównania, roczne wydatki państwa na służbę zdrowia (przychodnie, szpitale, sprzęt medyczny, etaty lekarskie, refundacja leków) to 4.6 mld zł. Gdyby Polacy chcieli legalnie nabyć posiadane oprogramowanie, musieliby zapłacić tyle, ile państwo wydaje na ochronę zdrowia swoich obywateli przez osiem lat! I nie byłaby to płatność jednorazowa, tylko cykliczna, ponieważ oprogramowanie systematycznie ulega wymianie na nowsze wersje. W tym świetle nie ma możliwości, aby piractwo komputerowe całkowicie zniknęło, ponieważ żadnego społeczeństwa nie stać na tak duże wydatki na oprogramowanie. Tu dochodzimy do zaskakującego wniosku, że dzięki zjawisku piractwa komputerowego nasze państwo nie zbankrutowało. Porównując skalę piractwa z dynamiką rozwoju państw okazuje się, że piractwo komputerowe jest zjawiskiem naturalnym, towarzyszącym rozwojowi ludzkości, a walka z nim zupełnie niepotrzebna.
››czytaj całość          6komentarzy
15 LIPCA 2010  /  PRAWO  /  1 KOMENTARZ
W pewnym serwisie z którym współpracuję umieszczane są zwiastuny filmowe pochodządze z serwisu Youtube. Są to głównie zwiastuny w polskiej wersji językowej, z nałożonymi napisami lub głosem lektora, zamieszczane obok opisów filmów granych premierowo w polskich kinach. Przeglądając archiwum strony zauważyłem, że wiele zwiastunów nie odtwarza się, a zamiast filmu pojawia się komunikat "Ten film jest już niedostępny z powodu otrzymania roszczenia dotyczącego praw autorskich przez (i tu nazwa wytwórni filmowej)". Po dokładniejszym przyjrzeniu się sprawie okazało się, że w ten sposób potraktowana została większość polskich wersji zwiastunów filmowych, które umieściliśmy w naszym serwisie, a które zostały umieszczone w serwisie Youtube przez polskich dystrybutorów. Na pięćdziesiąt filmów które przejrzałem, a które miały w Polsce premierę w latach 2007-2008, aż trzydzieści siedem posiadało zwiastun zablokowany przez wytwórnię filmową. Sprawa dotyczy tytułów wprowadzanych do polskich kin przez wszystkich dystrybutorów bez wyjątku, bez znaczenia czy była to produkcja amerykańska czy europejska. Wytwórnie filmowe zagalopowały się w walce z piractwem internetowym i zaczęły zwalczać własne materiały promocyjne.
››czytaj całość          1komentarz
9 LUTEGO 2010  /  PRAWO  /  4 KOMENTARZE
W ubiegły piątek odbyło się spotkanie premiera Donalda Tuska z przedstawicielami internautów. Temat: cenzura internetu. Efekt: wycofanie się rządu z wprowadzenia rejestru stron niedozwolonych. Uczestnicy spotkania podsumowują wydarzenie dwojako: sukces (osiągnięto cel) albo szum informacyjny (nie wiadomo o czym było spotkanie, zbyt wiele wątków poruszono). Internauci też są podzieleni, jedni cieszą się, że wycofano się ze spornego fragmentu, drudzy mówią, że sprawa nie jest przesądzona, a spotkanie było biciem piany, do którego zaproszono nie internautów, tylko lanserów. Tymczasem analiza wydarzeń sprzed spotkania pokazuje, że nasilało się ryzyko zawetowania ustawy przez prezydenta. To spowodowało, że jedyne co mógł zrobić Donald Tusk, to wycofać się z kontrowersyjnego pomysłu, inaczej cały projekt zostałby utrącony. Wygranymi są więc nie uczestnicy spotkania, lecz internauci, którzy wywołali medialny szum i pchnęli sprawę do przodu.
››czytaj całość          4komentarze
19 STYCZNIA 2010  /  PRAWO  /  1 KOMENTARZ
Ucieszyłem się na wieść, że trzy polskie stowarzyszenia informatyczne wystosowały list otwarty do premiera Donalda Tuska, niby w sprawie przyjętego wczoraj projektu zmian ustawy o grach hazardowych. Przypomnę, że projekt - przy okazji zaostrzenia walki z hazardem - przewiduje wprowadzenie Rejestru Stron i Usług Niedozwolonych. Rejestr ma niby służyć do walki z e-hazardem, ale w praktyce, przy okazji, daje władzy możliwość błyskawicznego zamykania stron internetowych, czyli jest to zawoalowane narzędzie cenzorskie. Polscy internauci od kilku miesięcy prowadzą gorące dyskusje na ten temat, a rząd jakby o tym nie wiedząc w dość szybkim tempie stworzył projekt bez jakichkolwiek konsultacji branżowych i społecznościowych. Dziś apel do premiera wystosowały trzy stowarzyszenia: Polskie Towarzystwo Informatyczne, Polska Izba Informatyki i Telekomunikacji oraz Fundacja Nowoczesna Polska. Pytanie pierwsze: dlaczego tak późno? Przecież od dawna wszyscy wiedzili o pracach nad projektem. Pytanie zasadnicze: dlaczego w apelu poruszone są wyłącznie tematy techniczne, bez jakiejkolwiek wzmianki o cenzurze, która jest największym problem? Tak się nie załatwia ważnej sprawy.
››czytaj całość          1komentarz
14 STYCZNIA 2010  /  PRAWO  /  12 KOMENTARZY
Sprawa Authalii wychodzi już wszystkim bokiem, ale aby zamknąć sprawę, muszę podać dwie ważne informacje które dzisiaj ujrzały światło dzienne. Pierwsza: rzecznik Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych zażądał od Authalii usunięcia z jej strony wszelkich logotypów i oznaczeń handlowych PWPW. Druga: Ministerstwo Kultury w oficjalnym komunikacie oznajmiło, że Authalia nie jest tzw. OZZ (organizacją zbiorowego zarządzania prawami autorskimi) i poprosiło o niezwłoczny kontakt wszystkich którzy zauważą, że Authalia nadal posługuje się statusem OZZ. Ostatecznie legły więc dwa argumenty Authalii o które toczył się spór, czyli czy jest ona OZZ i czy jest partnerem PWPW.
››czytaj całość          12komentarzy
6 STYCZNIA 2010  /  PRAWO  /  45 KOMENTARZY
Mój tekst krytykujący organizację Authalia za straszenie blogera sądem nie spodobał się panom z tejże organizacji. Napisali więc do mnie maila, w którym proszą o usunięcie z mojego tekstu kłamliwych informacji, bo jeśli nie, to grożą mi za to prawne konsekwencje. Konkretnie napisał do mnie pan Wojciech Tomaszewski, prokurent Authalii. Zaczął od słów, że treść maila jest tylko do mojego prywatnego użytku i nie wolno mi jej nigdzie publikować. Bardzo ciekawe zabezpieczenie: postraszyć mnie sądem i - aby uniknąć niechlubnego rozgłosu - zabezpieczyć się przed tym, bym nie mógł się tą informacją publicznie pochwalić. Mam jednak złą wiadomość dla panów z Authalii. Otóż ich licencja na przetwarzanie treści wysłanego do mnie maila nie robi na mnie, adresacie, żadnego wrażenia i do niczego nie obliguje. Nie życzę sobie nacisków i prób ingerencji w treść mojego bloga, nawet jeśli są one ubrane w grzeczne słowa. Co ciekawe, mail został wysłany również do wiadomości Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych. Czy to znaczy, że PWPW S.A. też ma coś do mnie i mojego tekstu? To postaram się wyjaśnić.
››czytaj całość          45komentarzy
4 STYCZNIA 2010  /  PRAWO  /  20 KOMENTARZY
Authalia to kolejny twór mający wspierać interesy twórców. Coś jak ZAIKS, STOART czy ZPAV, ale trochę od innej strony, bo jest to "Globalne Biuro Rejestracji utworów i praw autorskich". W skrócie: Authalia ma odpłatnie (po 5 zł) wystawiać Certyfikaty Autorstwa dla twórców. Sprawie przyjrzał się Olgierd Rudak, który w serii tekstów na swoim blogu "Lege Artis" skrytykował ideę funkcjonowania Authalii, znajdując w niej kilka prawnych nieścisłości. Na krytykę zareagował prezes Authalii, wysyłając blogerowi oficjalne sprostowanie i strasząc go przy okazji sądem. Sprostowanie typowo nerwowe, bo zarzucające blogerowi "celową nierzetelność", naruszenie ustawy o prawie prasowym oraz czyn nieuczciwej konkurencji (na swojej stronie Authalia zarzuca blogerowi także "umiejętności manipulacyjne"). Jak widać, wszelkie organizacje chroniące interesy twórców po prostu nie mogą się obyć bez straszenia ludzi. W tym przypadku Authalia ledwo zdążyła rozpocząć działalność, a już straszy internautę sądem. Aż strach myśleć co będzie dalej.
››czytaj całość          20komentarzy
21 PAŹDZIERNIKA 2009  /  PRAWO  /  1 KOMENTARZ
Organizatorom warszawskiego festiwalu filmowego nie udało się uzyskać zgody od TVP na pokaz filmu "Witajcie w życiu", który pokazuje w negatywnym świetle kulisy działalności koncernu Amway (od 1997 roku firma blokuje sądownie pokaz filmu). Przez Polskę poszybował komunikat, że tłamszona jest wolność słowa i że wciąż istnieje cenzura. Ludzie filmu i część stojących po ich stronie mediów nadal nie wiedzą (lub udają że nie wiedzą), że istnieje coś takiego jak internet, gdzie cenzurą nikt się nie przejmuje. Wspomniany film od lat można ściągnąć lub obejrzeć w internecie, co zdążyli zrobić wszyscy zainteresowani, włącznie z dziennikarzami. Bicie na alarm z powodu niedoszłego pokazu dla setki osób, podczas gdy film jest dostępny w sieci dla milionów, to coś niezrozumiałego, co zauważyła nawet sama firma Amway, pisząc że dyskusja o cenzurze jest nieporozumieniem, bo film jest przecież dostępny w sieci.
››czytaj całość          1komentarz
< 1 2 3 >