INTERNET, NOWE TECHNOLOGIE, WEBDEVELOPMENT, BADANIE INTERNETU

5 STYCZNIA 2016  /  OPINIE  /  0 KOMENTARZY

REJESTRACJA, ZNAJOMI, GRY PLANSZOWE, FLIPPERY I RED BULL (PH2015 - CZĘŚĆ 2)



Na miejsce dotarłem w pierwszym dniu imprezy, w piątek 25 września 2015 r. Mimo że była jeszcze godzina do oficjalnego rozpoczęcia, tłum gęstniał, a do rejestracji ustawiła się spora kolejka. Stojąc w niej przysłuchiwałem się, jak co druga osoba wchodzi w polemikę z obsługą na temat braku gadżetów dołączanych do identyfikatora.

Część 2:
Na miejscu
Część 6:
Vivid Games
Część 9:
Pokazy filmowe
Okazało się, że organizator premiował osoby, które zarejestrowały swoją obecność przez internet. Dostawały one do identyfikatora reklamówkę z duperelami, a do tego egzemplarz najnowszego wydania Pixela. Inne osoby, które nie skorzystały z internetowego formularza, dostawały za te same pieniądze sam identyfikator, a pytając o gazetę otrzymywały uprzejmą informację, że gazeta, owszem, jest, ale trzeba za nią zapłacić.

Osobiście uważam, że jeśli Pixel Heaven jest w części reklamą miesięcznika Pixel, to każdy uczestnik powinien kupić egzemplarz, a nie dostawać za darmo. Raz, że są to dodatkowe pieniądze dla autorów i wydawcy. Dwa, podtrzymuje to szlachetny i zamierający nawyk kupowania papierowej prasy. Trzy, na każdej konferencji czy festiwalu uczestnicy dostają folder albo za darmo, albo muszą za niego zapłacić, a jeśli już ktoś jest premiowany, to goście specjalni. Cztery, z szacunku dla wszystkich uczestników imprezy warto byłoby dać wszystkim po darmowym egzemplarzu albo nie dawać go wcale. Po to, by nie było zdziwień, niepotrzebnych pytań, ewentualnego niesmaku czy opóźnień w posuwaniu się kolejki.

Na miejscu

Po zapłaceniu i przemienieniu się w pełnoprawnego uczestnika imprezy zacząłem obchód. Bywalcy tego typu imprez dobrze znają to uczucie. Człowiek wchodzi na obcy teren, kreśląc wizje swojej obecności na najbliższe dni. I zadaje sobie pytania. Co tu będzie robił? Czy spotka kogoś znajomego? Czy może będzie samotnie siedział w kącie? I czy w ogóle dobrze zrobił, że tu przyjechał?

Chwila niepewności nie trwała jednak długo. Przed budynkiem zaczepił mnie kolega Bachoo, który kursował między salą i pozasalą, nosząc różne rzeczy. Okazało się, że Bachoo jest jednym z wystawców i ma w ofercie retro-gadżety, w tym ciężką, metalową dyskietkę w formie obrazu czy nawet funkcjonalny stolik w jej kształcie. Na swoim stoisku miał również działający egzemplarz komputera ZX81 z monitorem.

W następnej kolejności przywitałem się z Borkiem, który pytał mnie o płytę z filmem którą podobno powinienem mieć (nie miałem), Voyagerem i Rafałem Wiosną, który z kolei pytał mnie o kolegę Tygrysa. Po chwili zaczepiła mnie Kya z Dekompresora, pytając o drogę do drugiej sali. Potem spotkałem Acemana, który był kolejnym wystawcą, sprzedającym retro-koszulki. W tle kręcił się organizator, Lapusz, który unikał mnie za wpadkę z brakiem akredytacji.

Na dobre uspokoiłem się, gdy spotkałem kolegów z demosceny, Feia i Sebaloza. Pierwsze co zrobili to poczęstowali mnie butelką coca coli, w której było coś zupełnie innego niż coca cola, coś mrocznego i przerażającego. Następnie tradycyjnie ponarzekaliśmy, że na razie party jest takie sobie i pośmialiśmy się z koszulki Sebaloza z napisem "party vs rodzina".



Tylko zainteresowani skojarzą o co chodzi. W skrócie, na jednym z retro-forów odbyła się niedawno dyskusja, która zmieniła się w wielokrotne akty obrazy. Tematem był żartobliwy pomysł, czy z powodu postępujących lat nie powinno się na komputerowe zloty przyjeżdżać z rodzinami, głównie mając na myśli dzieci. Cały pomysł i to jak żywiołowo potoczyła się dyskusja na tak błahy temat ma w sobie wysoki poziom śmieszności, czego wyrazem jest napis na koszulce, będący kopią nazwy tematu z forum.

Stoiska z grami planszowymi

W części wystawowej, oprócz stołów ze starymi komputerami i stanowiskami, zajętymi przez twórców gier niezależnych, rozlokowali się sprzedawcy gier planszowych. Jednym z nich był sklep i wydawnictwo Rebel, które miało największe stoisko, a tuż obok także oddzielne pomieszczenie, w którym na stołach wyłożone były gry do obejrzenia i pogrania.



Gdy podszedłem do stanowiska, pan z firmy Rebel dwoił się i troił, pokazując mi kolejne nowości i opowiadając o każdej z gier. Od tego momentu wiem, że w Rebel pracują prawdziwi pasjonaci planszówek.

Niestety, zarówno ja, jak i domyślam się wielu innych gości Pixel Heaven, nie było na to kompletnie przygotowanych. Obecność stoisk z grami mnie zaskoczyła i mimo że jestem wielkim fanem planszówek, nie byłem przygotowany finansowo na zakup żadnej z nich. Nie miałem w ogóle pojęcia, że będzie taka możliwość, nie było również czasu, by zapoznać się z wszystkimi tytułami i choćby przez chwilę je "ograć".

Tu duży minus dla organizatora za brak wyeksponowanej informacji o tej części wystaw handlowych. Gdybym wiedział wcześniej, wziąłbym ze sobą kilkaset złotych więcej z przeznaczeniem na gry, zwłaszcza że wiele z nich było oferowanych z obniżonej cenie.

Oprócz Rebel obecny był również Trefl, Granna i Black Monk.



Flippery

W całej hali porozstawiano automaty z flipperami. Było ich bardzo dużo, ale nie cieszyły się zbyt dużym powodzeniem. Flippery mają swoich fanów, ale nie bardzo pasują do Pixel Heaven. To z czym kojarzą mi się lata 80. to przede wszystkim salony z automatami do gier komputerowych, pełne skrzynek z kineskopowymi ekranami i charakterystycznymi joystickami.

Na dodatek flippery, w przeciwieństwie do wystawy starych komputerów, były płatne. I pewnie wiele osób chętnie by na nich pograło pod warunkiem, że każdy posiadałby w portfelu odpowiedni bilon. Nie było nigdzie punktu wymiany banknotów na monety ani możliwości kupienia żetonów. Tu daję organizatorom pomysł, by żetony w przyszłym roku można było kupić w punkcie rejestracji.










Na miejscu dostępny był tylko jeden automat z grą, ale, niestety, tylko udawał stary automat. Była to współczesna i raczej amatorska konstrukcja z ekranem LCD, klawiaturą pecetową i komputerem ustawionym gdzieś z tyłu.


Red Bull

Od lat na tego typu imprezach obecny jest red bull, czyli mini sklepik z popularnym napojem energetycznym. Tak było i tym razem. Dwie panie sprzedawały puszki, wyciągając je z przenośnej lodówki.

Właściwie to wszystko co można o tym napisać, ale mam z tym związane pewne (mało istotne) spostrzeżenie.

Często jeżdżę na spotkania komputerowe i tak się składa, że najczęściej bywam w Warszawie i Gdańsku. I tu, i tu zawsze obecny jest red bull. Ciekawostka polega na tym, że gdy impreza organizowana jest w Gdańsku, na miejscu pojawiają się dwie hostessy, które rozdają redbule wszystkim uczestnikom. Rozdają w znaczeniu, że wszyscy otrzymują je za darmo, dowolną ilość sztuk na osobę. Ale gdy impreza odbywa się w Warszawie, również pojawiają się dwie panie, ale już nie rozdają, tylko sprzedają. Ciekawostka oparta jest na własnym doświadczeniu, wyniesionym z trzech ostatnich imprez gdańskich i trzech warszawskich.

Skąd ta różnica? To w sumie nieistotne, bo to tylko luźne spostrzeżenie, niezwiązane z wydarzeniami Pixel Heaven.

Sławomir Wilk


Dodaj komentarz:

Podpis: (wymagane)
Adres Twojej strony WWW: (opcjonalnie)
Twój adres e-mail: (opcjonalnie)
Treść komentarza:
Antyspam: policz ile
wynosi jeden plus dwa:
(wymagane)