INTERNET, NOWE TECHNOLOGIE, WEBDEVELOPMENT, BADANIE INTERNETU

6 SIERPNIA 2009  /  PRAWO  /  3 KOMENTARZE

REPROPOL KONTRA INTERNAUCI

Mieliśmy ZAIKS, ZPAV i STOART, od teraz mamy REPROPOL - twór zajmujący się zbiorowym zarządzaniem prawami autorskimi i to nie byle jakimi, bo wydawców. Jakie ma to przełożenie na serwisy społecznościowe, blogi i strony hobbystyczne? Ponieważ media przenoszą się do sieci, Repropol ma monitorować strony internetowe i sprawdzać kto powinien zapłacić za powielanie autorskich fragmentów. Można się więc spodziewać, że umieszczając na własnej stronie fragment tekstu skopiowany z innej strony, otrzymamy list z żądaniem zapłaty tantiem. Czy takie żądania będą słuszne? To zależy od tego, jak bardzo upierdliwie zinterpretuje prawo kontroler.

Serwis Webhosting studzi nastroje internautów, publikując wypowiedź prawnika Marcina Błaszyka (link), który twierdzi, że nasze strony internetowe są bezpieczne, a Repropol nie ma żadnego haka na serwisy typu Wykop, bo ścigane będzie wyłącznie powielanie treści przekraczające ramy cytatu.

Muszę tutaj przypomnieć, że żyjemy w kraju, w którym sądy przestają widzieć różnicę między oficjalnym czasopismem a prywatną stroną internetową, ZAIKS próbuje pobierać opłaty od osób publikujących własnoręcznie rozpracowane chwyty gitarowe, a STOART wysyła żądania zapłaty blogerom, którzy podlinkowali na swojej stronie teledysk z Youtube'a promujący nową płytę wykonawcy. Można się więc spodziewać, że z Repropolem będzie tak samo - kontrole z czasem rozszerzą się na prywatne strony i blogi, a granica między dozwolonym a bezprawnym cytatem może ulec interpretacyjnemu zatarciu.

Dwa lata temu ZAIKS - ślizgając się po niejasnym ustawodawstwie - próbował ściągnąć pieniądze za odtwarzanie muzyki na licencji Creative Commons, w imieniu autorów którzy nie wyrazili na to zgody i nie byli zrzeszeni w organizacji. Tłumaczenie było takie: ci artyści mogą w przyszłości zdecydować się na ochronę swoich praw, więc my na wszelki wypadek zbieramy dla nich pieniądze.

Podobnie może być z Repropolem. Wiedząc o tym na co pozwalali sobie inni zarządcy prawami autorskimi, także i tutaj podejrzewam, że sprawy wymkną się spod kontroli. Podobnie jak to było z ZAIKSem może się okazać, że Repropol nagle rości sobie prawo do pobieranie opłat za publikację fragmentów pochodzących od autorów, którzy nie są zrzeszeni w stowarzyszeniu, w imię zadbania o ich przyszłe interesy. Nie jest też pewne, czy granica między dozwolonym cytatem a niedozwolonym skopiowaniem treści nie będzie płynna, interpretowana na korzyść stowarzyszenia, przez co autorzy stron będą z automatu otrzymywali żądania zapłaty, tak jak to hurtowo robił STOART z właścicielami serwisów i blogów linkujących filmy z Youtube'a.

Mało kto wie, że STOART, ZAIKS i ZPAV pobierają od właścicieli kin do kilku procent zysku z każdego sprzedanego biletu. Wszystko niby w interesie twórców filmu, którzy za swój udział dostali pensję od producenta, nie mają do filmu żadnych praw i żadna dodatkowa złotówka już im się nie należy, a mimo to organizacje zarządzające prawami autorskimi ściągają pieniądze w ich imieniu.

Z organizacjami ściągającymi tantiemy jest ten problem, że jest to państwo w państwie, które ślizga się po niejasnym prawie i na dodatek legitymuje się rządową licencją. Kilka lat temu nikt się nie spodziewał, że ZAIKS będzie robił kontrole w zakładach fryzjerskich podważając licencje CC, że STOART skontroluje blogi i prywatne strony embedujące filmy z Youtube'a, więc kontrole treści na stronach w wykonaniu Repropolu to kwestia czasu.

Żeby było jasne, nie jestem za swobodnym kopiowaniem treści, ale w pewnych sytuacjach jest to nieuniknione.

Serwis Interaktywnie w jednym ze swoich artykułów zacytował fragment mojego bloga (link). Według mnie jest to dozwolone prawo cytatu i nie mam nic przeciwko temu. Według osoby upierdliwej może to jednak być bezprawne skopiowanie treści, bo jest to po pierwsze spory fragment (w USA tego typu organizacje każą płacić już od 5 powielonych wyrazów), a po drugie nie pełni funkcji cytatu do którego autor nawiązuje, lecz funkcję poszerzającą docelowy artykuł o integralny akapit. Gdyby Repropol się za mną wstawił, mógłby od serwisu żądać pieniędzy według cennika, nawet gdyby serwis był niekomercyjny.

Dystrybutorzy filmowi na swoich stronach publikują obszerne cytaty z prasy na temat filmów, które następnie kopiują do siebie serwisy filmowe, a stamtąd do siebie blogerzy czy autorzy stron kinowych i instytucji kulturalnych. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby Repropol uderzył w tych ostatnich jako końcowych użytkowników treści, tak jak STOART uderzył w końcowych użytkowników Youtube'a.

Dochodzi do tego problem z serwisami typu Wykop. Prawnik wypowiadający się na łamach Webhostingu twierdzi, że Wykop publikuje wyłącznie dozwolone cytaty. Ale jeśli te cytaty to większa część powierzchni komercyjnego serwisu, to osoba upierdliwa bez problemu, legitumując się rządową licencją, wysnuje wniosek, że przekroczono granicę dozwolonego cytatu i wystawi żądanie zapłaty.

Pojawienie się Repropolu, chyba już siódmej tego typu organizacji w kraju, to zła wiadomość dla społeczności internetowej. Wystarczy nam już organizacji które z roku na rok robią coraz większe zamieszanie w sieci. Obecne prawo pozwala ścigać firmy lub osoby które bezprawnie powielają treści i nie widzę powodu, aby hurtowo i z automatu zajmował się tym nowy twór w imieniu ogółu. Doświadczenie pokazuje, że tego typu organizacje generują więcej absurdów i niesprawiedliwości niż wpływają na wzrost ochrony interesów autorów.

Sławomir Wilk
Komentarze:


R.2009-08-06 12:36
Doszukałbym się publicznego pożytku z takich instytucji, gdyby broniły szaraków. Znalazłbym ją, gdyby ganiły i kontrolowały duże firmy, które za nic mają prawo i zasady. Być może nawet zgodziłbym się, gdyby faktycznie reprezentowały "twórców-artystów" i broniły ich przed np. publicznym oddtwarzaniem ich dzieł w celach komercyjnych...
Niestety nie mogę, bo to po prostu kolejny bicz na skórę przeciętnego Kowalskiego (z całym szacunkiem dla wszystkich Kowalskich). Załatwią 1000 blogerów za niekomercyjne wykorzystanie linku do YT, bo to proste i żaden z nich nie wynajmie drogiego prawnika, który w pył obróci ich zarzuty oparte na miałkiej interpretacji przepisów.

Dobry artykuł. Gratuluję i pozdrawiam. :
azet2009-08-06 13:10
Nic dodać. Nic.
pijawki2010-08-16 20:28
Eh, chyba już nikt nie myśli, że chodzi tutaj o egzekwowanie prawa. A ten przykład z Youtube, jest świetny i doskonale obrazuje o co tak naprawdę w tym wszystkim chodzi. STOART mógł przecież pójść od razu do Youtube i byłaby sprawa z głowy (znaczy nic by nie uzyskali, bo google ma prawników i pieniądze i nie zawahaliby się ich użyć).

Więc co zrobili? Zastraszyli zwykłych użytkowników. Ale wiecie co jest najlepsze? Że za filmy wstawiane na youtube odpowiada osoba, która wstawia film, oraz akceptuje regulamin w którym jest podane że wstawiony film może być prezentowany na innych stronach (opcję taką można wyłączyć w panelu youtube)... Więc ktośkto wrzuca filmik na youtube, bierze za niego odpowiedzialność i zgadza się na jego pokazywanie na obcych stronach.

Więc jak w świetle tego co napisałem powyżej, STOART może wogóle dochodzić jakichkolwiek praw do filmów na youtube skoro właściciel świadomie zgadza się na takie wykorzystanie filmów? To tak jakbym był piekarzem i rozdawał ludziom za darmo chleb. A później jakaś organizacja kazałaby tym ludziom zapłacić karę za to, że ten chleb otrzymali? No może to zły przykład bo przecież urząd skarbowy dokładnie tak robi... A to w sumie sorry, chyba jednak STOART miał pełne prawo tak zrobić, jako że instytucje rządowe podlegają innym zasadom niż pozostałe firmy.

Dodaj komentarz:

Podpis: (wymagane)
Adres Twojej strony WWW: (opcjonalnie)
Twój adres e-mail: (opcjonalnie)
Treść komentarza:
Antyspam: policz ile
wynosi jeden plus dwa:
(wymagane)