<?xml version="1.0" encoding="ISO-8859-2"?><rss version="2.0"><channel><title>Sławomir Wilk - blog - internet, nowe technologie, webdevelopment, badanie internetu</title><description>Sławomir Wilk - blog - internet, nowe technologie, webdevelopment, badanie internetu</description><link>http://slawomirwilk.pl</link><item><title>Nieprawidłowości na rynku polskich domen</title><link>http://slawomirwilk.pl/nieprawidlowosci-na-rynku-polskich-domen/</link><description>Rynek obrotu polskimi domenami jest z pozoru uporządkowany.
Jednak jak w każdej branży, także i tutaj dzieją się dziwne rzeczy, często ze szkodą dla klienta.
Mimo że NASK systematycznie obniża ceny odnowień domen dla partnerów, ci nie obniżają cen.
Wszystkie atrakcyjne nazwy z końcówką .pl są zajęte, przy czym większość adresów jest
wykupiona przez handlarzy oferujących odkupienie za duże pieniądze.
Obrót domenami jest wolnorynkowy w pełnym tego słowa znaczeniu, bez żadnych instytucji
nadzorujących. Efektem jest brak dostępnych adresów i wysokie ceny, a poszkodowani
są jak zwykle klienci.</description></item><item><title>Wszyscy równi wobec prawa, a twórcy najrówniejsi</title><link>http://slawomirwilk.pl/wszyscy-rowni-wobec-prawa-a-tworcy-najrowniejsi/</link><description>Piractwo komputerowe w kontekście szkód ponoszonych przez twórców oprogramowania to temat rzeka.
Zwolennicy praw autorskich twierdzą, że korzystanie z pirackiego programu to czyn równoznaczny z kradzieżą.
Ich przeciwnicy oponują, że zaistniała szkoda jest mocno dyskusyjna, ponieważ nie jest jasne, czy
użytkownik kupiłby licencję, gdyby nie posiadał dostępu do pirackiej kopii.
Formalnie problem rozstrzyga prawo, według którego piractwo to nie kradzież, tylko
czyn zabroniony. Ale gdy przyjrzeć się bliżej okazuje się, że piractwo
komputerowe wyjęte jest poza nawias zasady równości wobec prawa.
Mimo że spór na ten temat jest nadal aktualny, od strony prawnej nielegalne korzystanie z programów komputerowych
jest karane znacznie surowiej niż zwykłe
przestępstwa, polegające na doprowadzaniu do rzeczywistych (nie domniemanych) szkód
finansowych.</description></item><item><title>Przegląd najlepszych produkcji demosceny z Revision 2012</title><link>http://slawomirwilk.pl/przeglad-najlepszych-produkcji-demosceny-z-revision-2012/</link><description>W dniach 6-9 kwietnia 2012 roku w niemieckim Saarbrucken odbyło się największe spotkanie światowej demosceny - Revision 2012.
Kategorie konkursowe podzielone były w sposób tradycyjny, czyli dema i intra dla trzech platform sprzętowych: PC, Amiga
i Oldschool. Osobną platformą była konkurencja Web Browser, czyli produkcje uruchamiane z poziomu przeglądarki internetowej.
Oprócz tego odbyły się konkursy m.in. na najlepszą scenową grafikę, muzykę, animację i grę. Liczba wystawionych
prac konkursowych oraz ich poziom robi wrażenie. Z jednej strony nie jest to dziwne, skoro mowa o największej światowej imprezie
scenowej. Z drugiej strony demoscena to wciąż wąska nisza, która naprzemiennie jest na fali wznoszącej i opadającej.
Dla przykładu na zeszłorocznym commodorowym zlocie Datastorm 2011 w Szwecji wystawiono trzy dema na Amigę i dziesięć na C64, podczas gdy tegoroczny
Datastorm 2012 to kompletny brak dem na Amigę i tylko sześć produkcji na C64. Przed tegorocznym Revision miałem więc pewne
obawy czy nie będzie podobnie, na szczęścia tak się nie stało. Łącznie wystawiono 99 prac, o jedną trzecią więcej niż w ubiegłym roku.</description></item><item><title>Zdobyłem sprawność serwisanta drukarek HP</title><link>http://slawomirwilk.pl/zdobylem-sprawnosc-serwisanta-drukarek-hp/</link><description>Firma z którą współpracuję kupiła profesjonalną drukarkę biurową HP.
Urządzenie zepsuło się krótko po zakupie, drukując zaróżowione kartki.
Po zgłoszeniu awarii do serwisu gwarancyjnego okazało się, że mam telefonicznie
wykonywać różne czynności serwisowe, tak jakbym był serwisantem HP.</description></item><item><title>Uwaga na sprzęt elektroniczny w polskich sklepach</title><link>http://slawomirwilk.pl/uwaga-na-sprzet-elektroniczny-w-polskich-sklepach/</link><description>Do zakupów sprzętu komputerowego w Internecie i salonach z elektroniką trzeba podchodzić ostrożnie.
Towar kupiony przez sklep z pominięciem polskiej dystrybucji może pochodzić
z innego regionu sprzedażowego, co skutkuje brakiem możliwości naprawy gwarancyjnej
w autoryzowanym serwisie producenta. Oznacza to konieczność
naprawy w sklepie, w którym sprzęt został kupiony lub wysyłanie urządzenia za
granicę. Sprzedawcy zazwyczaj ukrywają źródło pochodzenia towaru, a niektórzy posuwają się nawet do
fałszowania kart gwarancyjnych.</description></item><item><title>Ustawa o turystyce komplikuje sprzedaż wycieczek przez Internet</title><link>http://slawomirwilk.pl/ustawa-o-turystyce-komplikuje-sprzedaz-wycieczek-przez-internet/</link><description>Z roku na rok rośnie sprzedaż internetowa. W sieci można kupić niemal wszystko, a złożenie zamówienia
on-line jest tożsame z zawarciem umowy. W ten sposób sprzedawane są towary na Allegro czy usługi
na Grouponie. Rosnąca liczba umów zawieranych na odległość wymusiła zmianę prawa, służącą
zwiększeniu ochrony konsumenta. Klient składający zamówienie przez Internet ma na przykład prawo
do odstąpienia od zawartej umowy w ciągu 10 dni bez podania przyczyny. W ten sposób można
kupić w Internecie wszystko z wyjątkiem usług turystycznych. Usługi te, mimo że zamówione i opłacone
on-line, wymagają zawarcia umowy w formie pisemnej, co komplikuje sprzedaż turystyki przez Internet.</description></item><item><title>Informatyzacja po polsku na przykładzie elektronicznej rejestracji spółki z o.o.</title><link>http://slawomirwilk.pl/informatyzacja-po-polsku-na-przykladzie-elektronicznej-rejestracji-spolki-z-oo/</link><description>Informatyzacja naszego kraju idzie jak po grudzie. Polska zajmuje bardzo niskie miejsca w rankingach
wygody prowadzenia działalności gospodarczej i informatycznych ułatwień w kontaktach z państwową
administracją. Kolejne rządy przeprowadzają
reformy metodą małych kroków. W tym roku takim ułatwieniem miała być możliwość zakładania
spółek z ograniczoną odpowiedzialnością przez Internet. Zrobiono to jednak w sposób urągający
logice i zdrowemu rozsądkowi.</description></item><item><title>W banku BZWBK Internet działa tylko w dni powszednie</title><link>http://slawomirwilk.pl/w-banku-bzwbk-internet-dziala-tylko-w-dni-powszednie/</link><description>Internet ma to do siebie, że jest eksterytorialny i działa całą dobę. Strony i sklepy
internetowe obsługują czytelników i klientów bez żadnych ograniczeń czasowych.
Systemy płatności są tak skonstruowane, że dzięki automatyzacji można dokonywać
płatności w dowolnym momencie. Bank BZWBK wyłamał się z tego schematu, oferując
internetową kartę płatniczą, która niby jest internetowa, ale doładować ją można
tylko w godzinach pracy banku, w dni powszednie w godzinach 8-21. Wygląda to tak,
jakby Internet w banku BZWBK nie działał wieczorem, nocą, w weekendy i święta.</description></item><item><title>Naiwni dziennikarze w świecie Internetu</title><link>http://slawomirwilk.pl/naiwni-dziennikarze-w-swiecie-internetu/</link><description>W czasach Internetu i błyskawicznego dostępu do informacji jesteśmy narażeni na spadek jakości
udostępnianych treści. Kto z nas jest w stanie sprawdzić wiarygodność informacji znalezionej
w sieci? Czy w ogóle mamy możliwość zweryfikowania treści, które docierają do nas
coraz liczniej ze wszystkich stron? Na dodatek rozwój technologii i nowe trendy zamieniają nas, odbiorców,
w nadawców treści. Przekazując informacje z rąk do rąk przez
maila, GG, Facebooka czy Twittera nie mamy czasu na weryfikację i szukanie źródeł.
Tymczasem Internet stał się głównym źródłem informacji także dla mediów.
Stacje radiowe i telewizyjne powołują się na doniesienia i ciekawostki znalezione w sieci, tworząc
z nich tematy dla swoich serwisów informacyjnych.
Dziennikarze, mając świadomość niskiej jakości i wiarygodności internetowych źródeł,
rzadko wspominają czytelnikowi czy widzowi, że wiadomość znaleźli w Internecie.
Tę sytuację wykorzystują internetowi dowcipnisie, którzy wpuszczają do sieci fałszywe informacje.</description></item><item><title>Wśród tysięcy komentarzy usuniętych z profilu premiera było tylko kilka wulgaryzmów</title><link>http://slawomirwilk.pl/wsrod-tysiecy-komentarzy-usunietych-z-profilu-premiera-bylo-tylko-kilka-wulgaryzmow/</link><description>Kilka dni temu, na fali protestów ACTA, Kancelaria Premiera usunęła
ponad 5 tysięcy komentarzy z rządowego profilu na Facebooku.
Dzień później serwis,
który śledził proces usuwania komentarzy, swoim raportem zadał kłam słowom premiera,
jakoby wpisy zostały usunięte z powodu ich wulgarności.
Według raportu tylko 1% usuniętych komentarzy miało charakter wulgarny.
W sieci pojawiło się tylko kilka przykładów usuniętych wpisów merytorycznych.
Dzięki uprzejmości osób z Fanpage Trendera otrzymałem
większą liczbę usuniętych komentarzy. Po przeczytaniu całości mogę
potwierdzić, że wpisy niekulturalne stanowiły jedynie promil całości.
I tu ważna informacja - przekleństwa zostały użyte tylko w pięciu komentarzach,
były to dwa słowa "ch..", jedno "d..." i dwa "p......ę",
nie było natomiast klasycznego wulgaryzmu na "k". To dodatkowo
podważa słowa premiera, który odpowiadając dziennikarzom na pytania
nie tylko powiedział "usuwamy tylko wulgarne komentarze", ale
i dodał, że nie jest w stanie ich zacytować, sugerując że są tak obrzydliwe.
Z tysięcy skasowanych wpisów wybrałem część, którą niżej prezentuję.
Każdy może ocenić, czy decyzja o ich usunięciu była słuszna.
Zapraszam do lektury (pisownia oryginalna).</description></item><item><title>Protest internautów to początek społeczeństwa informacyjnego i obywatelskiego</title><link>http://slawomirwilk.pl/protest-internautow-to-poczatek-spoleczenstwa-informacyjnego-i-obywatelskiego/</link><description>Gdy polski rząd potwierdził zamiar podpisania dokumentu ACTA,
internauci zorganizowali protest w sieci, co było zaskoczeniem
głównie dla polityków, ale i komentatorów. Spodziewano się, że
na wirtualnym proteście się skończy. Internauci byli do tej pory
traktowani jako przedstawiciele zamkniętej subkultury, którzy
nie interesują się światem zewnętrznym. Zbyt młodzi by mieć
swoje zdanie i zbyt podzieleni, by się zbuntować. Z roku na rok
sytuacja ulegała zmianie. Ludzie zaczęli tworzyć coraz silniejsze
społeczności, które mimo częstej różnicy poglądów potrafiły
osiągnąć kompromis w kwestiach większej wagi. Mimo dużego
rozproszenia i braku klasycznej organizacji okazało się, że społeczności
internetowe potrafią mówić jednym głosem i samoczynnie organizować się,
gdy wymaga tego sytuacja. Pojawiły się pierwsze oddolne inicjatywy,
które działaniem wykroczyły poza granice sieci.</description></item></channel></rss>
