INTERNET, NOWE TECHNOLOGIE, WEBDEVELOPMENT, BADANIE INTERNETU

27 MARCA 2012  /  PRAWO  /  1 KOMENTARZ

USTAWA O TURYSTYCE KOMPLIKUJE SPRZEDAŻ WYCIECZEK PRZEZ INTERNET

Z roku na rok rośnie sprzedaż internetowa. W sieci można kupić niemal wszystko, a złożenie zamówienia on-line jest tożsame z zawarciem umowy. W ten sposób sprzedawane są towary na Allegro czy usługi na Grouponie. Rosnąca liczba umów zawieranych na odległość wymusiła zmianę prawa, służącą zwiększeniu ochrony konsumenta. Klient składający zamówienie przez Internet ma na przykład prawo do odstąpienia od zawartej umowy w ciągu 10 dni bez podania przyczyny. W ten sposób można kupić w Internecie wszystko z wyjątkiem usług turystycznych. Usługi te, mimo że zamówione i opłacone on-line, wymagają zawarcia umowy w formie pisemnej, co komplikuje sprzedaż turystyki przez Internet.

Ustawa o turystyce to najlepszy przykład przeregulowania polskiego prawa. Ustawodawca nałożył na biura podróży i ich klientów obowiązek pisemnego zawarcia umowy. Zapis ten powstał w celu wzmocnienia pozycji klienta w ewentualnej procedurze reklamacyjnej. Nie przewidziano jednak, że wymóg formy pisemnej będzie kolidował z zakupami internetowymi.

Zakup usługi turystycznej przez Internet wygląda dziś w sposób następujący. Po wejściu na stronę internetową biura podróży wybieramy wycieczkę i jej termin, następnie zamawiamy ją jednym kliknięciem, podajemy swoje dane i dokonujemy płatności. Do tego momentu procedura zakupu wygląda jak w każdym sklepie internetowym. Następnie biuro podróży sporządza umowę w formie pisemnej, uzupełnia ją danymi klienta, drukuje w dwóch egzemplarzach, podpisuje i wysyła tradycyjną pocztą na adres klienta. Od tego momentu zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Zamawiający po otrzymaniu umowy zapoznaje się z nią, podpisuje i odsyła jeden egzemplarz na adres biura podróży. Dopiero gdy przesyłka dotrze do biura umowa zostaje obustronnie zawarta.

Pierwszy problem to dostarczenie podpisanej umowy do biura. Spora część klientów, przyzwyczajona do bezproblemowych zakupów przez Internet, nie rozumie, dlaczego musi odsyłać umowę. I jej po prostu nie wysyła. Zdarzają się też wysyłki w formie faksu lub drogą mailową w formie skanu. W myśl polskiego prawa taka umowa jest nieważna, ponieważ strona sprzedająca musi posiadać oryginalny egzemplarz umowy podpisany przez kupującego. Co zrobić z takimi wycieczkowiczami? Rozwiązania są dwa: zwrócić pieniądze klientowi informując go, że jego wyjazd nie dojdzie do skutku lub zrealizować usługę w bezprawiu. Biura podróży wybierają drugą opcję. Wybór opcji pierwszej oznaczałby paraliż firmy.

Kolejny problem to przesyłka z umową, która z pewnych powodów nie dotarła do klienta lub biura. Co zrobić gdy list zaginął, procedura reklamacyjna na poczcie trwa 30 dni, a wycieczka rozpoczyna się za tydzień? Również w tym przypadku według prawa umowa nie została zawarta, klient jednak upiera się, że usługę zamówił, opłacił i żąda jej realizacji. W praktyce klient udaje się na wymarzone wczasy, mimo że umowa nie została zawarta, a biuro podróży bezprawnie pobrało pieniądze za oficjalnie niewykonaną usługę.

Bardzo dużym problemem jest sprzedaż "last minute", czyli wyjazdów kupionych w ostatniej chwili. Na kilka dni przez rozpoczęciem wycieczki czy wczasów biura podróży sprzedają przez Internet ostatnie wolne miejsca w promocyjnych cenach. Oznacza to, że możemy w niskiej cenie kupić wyjazd na wczasy odbywający się następnego dnia. W tak krótkim terminie nie ma możliwości, aby dostarczyć klientowi wydrukowaną umowę, którą ten odeśle. W praktyce większość wyjazdów kupionych on-line w systemie "last minute" odbywa się bez umowy w formie pisemnej, czyli bezprawnie.

Kontrowersyjny zapis ustawy o turystyce, który miał chronić interesy klienta, w praktyce działa na jego niekorzyść. Natomiast biura podróży, gdyby chciały w pełni respektować postanowienia ustawy, musiałyby zrezygnować z części przychodów, które z roku na rok w coraz większych stopniu generuje sprzedaż przez Internet.

Ustawa o turystyce, która nie uwzględnia Internetu jako kanału sprzedaży usług, jest dowodem na to, że w dzisiejszych czasach nie wolno stanowić prawa bez uwzględnienia jego wpływu na przestrzeń internetową. Archaiczne prawo może stać się hamulcem dla wszystkich podmiotów funkcjonujących w Internecie. Pomysł rządu aby stworzyć kartę praw podstawowych internauty należałoby więc rozszerzyć o odgórny obowiązek uwzględniania Internetu jako narzędzia komunikacji i medium na każdym szczeblu krajowego ustawodawstwa. Prawo do swobodnego korzystania z Internetu powinno przysługiwać nie tylko internautom, ale i przedsiębiorcom.

Sławomir Wilk

Artykuł opublikowany został w serwisie Dziennik Internautów www.di24.pl.
Komentarze:


Antoś2012-04-16 19:53
Każdy przepis coś komplikuje, a coś innego ułatwia - takie życie, takie prawo.

---
http://gipl.tk

Dodaj komentarz:

Podpis: (wymagane)
Adres Twojej strony WWW: (opcjonalnie)
Twój adres e-mail: (opcjonalnie)
Treść komentarza:
Antyspam: policz ile
wynosi jeden plus dwa:
(wymagane)